Korczowski home page

dokumentacja i teksty po polsku

Maryla Sitkowska

Fragmenty tekstu biografii opublikowanej w Slowniku Malarzy Polskich, tom drugi(od dwudziestolecia miedzywojennego do konca XX wieku).
Wydawnictwo ArkadyWarszawa 2001
..".W pierwszej polowie lat osiemdziesiatych,skrystalizowal sie indywidualny styl malarski Korczowskiego, artysta ustalil tez symboliki swoich plocien, ktorej pozostaje wierny bez wiekszych odstepstw do dzis. Jego malarstwo o mocnej, nasyconej kolorystyce, bogatej fakturze i zywym gescie, zblizone w formie do wspolczesnych mu kierunkow neoekspresjonistycznych... Z drugiej strony oddala od nich Korczowskiego fakt, iz jego obrazy az do polowy lat dziewiedziesiatych nie byly figuratywne,a i w najnowszym okresie uzywa on form niejednoznacznych, zaledwie nasuwajacych skojarzenia antropomorficzne. Poczynajac od wczesnego cyklu obrazow "Listy" (od 1980),artysta umieszczal na swych plotnach wyolbrzymione symbole i ideogramy, np: otwarte i zamkniete koperty, rozne typy krzyzy i gwiazd, krztalty piramid, tablic, znakow przypominajacych pismo w roznych alfabetach. We wczesniejszych obrazach czesto wystepuja drobne znaki ukladajace sie, jak pismo, w rownolegle rzedy, nalozone na wlasciwa kopozycje niczym przeslona. W pracach z lat dziewiedziesiatych artysta ukladem form sugeruje kosmiczne pejzaze ( cykl"Planety", 1993), widoki erupcji i plomieni, wreszcie niezidentyfikowane formy organiczne ( cykl "Blekitny" 1997)...

Maryla Sitkowska



Bernard Point : Korczowski i ... paradoksy” wstep do katalogu Nova Polska 2004

Przekroczyc próg atelier Bogdana Korczowskiego to znaczy niezwlocznie poczuc bardzo stary i prawie zupelnie zapomniany zapach terpentyny. Wchodze, bez watpienia, w zmyslowa rzeczywistosc malarstwa olejnego i wiem, ze zostane nim nasaczony i nakarmiony. Obecnie jest to cos bardzo rzadkiego, mgliscie archaicznego, dla niektórych wrecz calkowicie przestarzalego. Jednakze, gdy zanurzylem sie w tym swiecie, po stwierdzeniu, ze pulapka pokryta kolorami i materia, sie zamknela, poczulem w sobie narastajaca pewnosc, ze wdalem sie w przygode paradoksalnie nowoczesna.

Malarstwo Korczowskiego jeszcze zanim zostanie obejrzane, przeanalizowane, obraz po obrazie, tworzy calosc wraz otoczeniem nasyconym jego wlasna materialnoscia. Zbytnie przeladowanie atelier, w którym obrazy ocieraja sie o siebie i czesto nakladaja sie na siebie, komponuje sie w pewien rodzaj instalacji ze skontrastowanych polichromii. Grzezne w samym srodku kipiacej magmy, która nie pozwala ani na odwrót ani nie daje innej mozliwosci wyjscia. Otaczajace mnie sciany wygladaja jak skóra zlozona z zadrapan, z rozzarzonych wybrzuszen, z tajemniczych sedymentacji.

Niewielka odleglosc dzielaca mnie od scian zmusza mój wzrok do koncentrowania sie przede wszystkim na tym lub innym znaku, formie, malarskim srodku wyrazu, elementach

zawieszonych, a zwlaszcza zdjetych wielkich, plóciennych calosci rozpietych na ramie.

Wbrew swoim zwyczajom, ogladam jego obrazy przede wszystkim poprzez szczegól, który mnie nagabuje, zeby pózniej poddac sie lekturze bardziej szczególowej, a w koncu sciennej.

Paradoks Korczowskiego dziala jak wielka katastrofa morska, grozaca mi zatonieciem, zanim znajde deske ratunkowa, mogaca posluzyc mi do konstrukcji tratwy, z której móglbym znowu zobaczyc horyzont. Malarstwo Korczowskiego jest jednym, wielkim, burzliwym plywem, którego nie mozna poskromic, lecz w którym trzeba nauczyc sie plywac. Tak wiec kazdy z osobna przedmiot/obraz broni swojej wewnetrznej przestrzeni w srodku tego wzburzonego oceanu. Zatem, jesli moje spojrzenie robi zblizenie powierzchni plótna, gdyz jedna z jego czesci , jeden z jego krzyzy, jeden z jego trójkatów przyciagnal moja uwage, to po to, zeby mi zostawic swobode pilotowania. Moja interaktywna nawigacja obfituje w przygody na powierzchni lub w metnych badz pólprzejrzystych glebinach substancji malarskiej. Osobliwosc kazdego z obrazów daje sie zauwazyc dopiero w zblizeniu, w ten sposób bliskosc spojrzenia, poprzez swoja wymuszona krótkowzrocznosc, zacheca mnie do wewnetrznej kontemplacji, bardziej metafizycznej niz mistycznej.

Inny paradoks Korczowskiego: zdecydowany ekstrawertyk maluje rytualy hermetyczne, gleboko skupiony na wewnetrznym charakterze ich tajemnic. Artysta zapewnia, ze jego “twórczosc malarska ma cos z szamanizmu” i domaga sie swobody poslugiwania sie wszelkiego rodzaju znakami róznych kultur... krzyzami chrzescijan i gwiazdami Dawida. Inny paradoks to to, ze artysta wydaje sie podawac elementy interpretacji, jednoczesnie zacierajac slady, pozostawiajac mnie – nas pozostawiajac – w stanie pomieszania slów, liter, znaków... “Jesli komus uda sie rozszyfrowac to pismo, tym lepiej!” Korczowski chetnie widzi siebie zdemaskowanego, nawet to pochwala, lecz maluje tylko dla siebie i zamyka sie, uprzednio sie wycofawszy. To malarstwo jest piekielne i ogien, który je podsyca zywi sie nim, zeby je spalic, i ten przeplyw miedzy konstrukcja a destrukcja jest nieustajacy.

Twórczosci Bogdana Korczowskiego nie przyjmuje sie jako rzeczy samej w sobie. Oddzialywuje ona na pamiec – malarza – ale równiez ogladajacego dzielo, poniewaz obraz, zdaniem jego autora “nabiera wlasnego zycia”. Chodzi wiec o drogi skrzyzowane, nosicielki i/lub zlewiska czasów dzielonych i chwil wymienianych. To malarstwo odrzuca jakakolwiek analize formalna, jakakolwiek ograniczajaca klasyfikacje. Trudno jest wybierac wewnatrz tego barokowego swiata..

I wtedy wlasnie, tego dnia, pod koniec wizyty, Korczowski pokazuje mi, jako ciekawostke z glebi atelier, swoja “Kartonoteke”! Odkrywam wiec, zafascynowany, ponad dwiescie kartonów o wymiarach ok. 60 x 80 cm, ustawionych jedne przy drugich i ulozonych jak karty pocztowe w pudelkach po butach. Artysta przerzuca bezceremonialnie, ale równiez z powstrzymywana pasja, te zdumiewajaca ilosc obrazów wykonanych na kartonach pakunkowych, z jeszcze zachowanymi z tylu oryginalnymi napisami.

Nieoczekiwanie, objawia mi sie wyraznie wielki glód tego malarza, który naklada naprzemiennie substancje wspaniale rozswietlone i zniszczone zadrapaniami, oslabione przez krwawe zacieki. Akumulacja, obsesyjne przeciazenie, które, warstwa po warstwie, przenikaja sie na wielkich plótnach, znajduje w tych kartonach, doslownie, srodek wyrazu i tworzywo kolekcji, która traktuje o czasie, o pamieci i o przestrzeni. Zadne z tych dziel nie jest opatrzone data, nie pozwalajac w ten sposób na jakakolwiek klasyfikacje chronologiczna. Nowy paradoks u artysty, który zaznacza czas poprzez seryjne gesty zmieniajac jednak ich porzadek przy pomocy, nie poddajacej sie klasyfikacji, obfitosci akumulacji. Tutaj czas i pamiec krzyzuja sie permanentnie i wymieniaja swoje znaki poprzez dzialania przelotne i przypadkowe.

Ostatni juz cykl dwudziestu plócien pionowych zgromadzony jest na scianach atelier. Sa one nalozone jedne na drugie, kolejno ukazuja sie niezliczone warstwy malowidel, które, warstwa po warstwie, daja wyraz nowej energii. Substancja malarska plynie, scieka zgodnie z prawem grawitacji, osobliwie obciazona przez ociezale osuwanie sie lub, przeciwnie, wycienczona przez slabe nacieki.

Korczowski wydaje sie orac z trudem gleby przesycone blotnistym mulem lub, przeciwnie, kaleczyc gleboko pobruzdzone, jalowe nieuzytki. Ten upór w ranieniu pól z energia oracza, powoduje pokrycie tych równin obfita roslinnoscia. Wskutek przezytego zawrotu glowy, spowodowanego hustawka miedzy horyzontalnoscia a pionowoscia, mam wrazenie, ze przenikam do swiata bogatego w skontrastowane nierównosci, jednakze bez gwaltownosci, bo wyrazanego poprzez liczne i nieustajace dotkniecia pedzli/pasji.

Ekspresjonistyczne srodki wyrazu Korczowskiego wciagaja mnie w wir strumienia materii laczacej sie, oferujac mi przyjemnosci zmyslowe lecz zlagodzone przez plomienna rozkosz. I nie jest to najwiekszy paradoks spotkany w twórczosci Bogdana Korczowskiego!
Bernard Point


Muriel Carbonnet: “Planety stad znikly...” tekst przetlumaczony z katalogu wystawy w Galerii Nicole Ferry,Paris 2000

Sa podróze introspektywne, intymne, które nalezy przebyc. Narzucaja sie nam nagle, bezwzglednie, jednoznacznie. I to akurat na calkowitym pustkowiu odnajdujemy sie twarza wobec swiata, wobec siebie. Byc tam, nie byc nigdzie. Bladzenie mentalne. Majaczenia zblakanego podróznika? Trzeba przemierzyc Sahare wewnetrzna, pogodzic sie ze smiercia z pragnienia, zeby zrozumiec rzeczy, sens zycia, swojego zycia.

“Cierpialem naprawde tworzac te obrazy” zwierza sie Korczowski. Sa wrazenia poszukiwane, uczucia zagubienia w przestrzeni bez powrotu lub innego powrotu. Sa bóle, których powinno sie doswiadczyc, niezbedne zbladzenia, cierpienia zbawienne. W ten sposób wlasnie planety odeszly do innych galaktyk. Opuscily galaktyke Korczowskiego. Poszly inna droga, w innym kierunku. Czern i szarosc pokryly lub przycmily swietliste kolory, pomarancze i czerwienie. Znaki, trójkaty, krzyze, kola doskonale znikly pochloniete przez spirale roslinne, pokryte liscmi drzewa zycia udreczonego.

Oczyszczajacy ogien calkowicie strawil plótna artysty. Z popiolów odradza sie swiat, który powoli porzadkuje sie na nowo. Fascynacja zaloba, odurzenie nostalgia, upojenie melancholia. Miedzy czarnymi jak wegiel zylami, zwiedlymi kwiatami i powykrzywianymi galeziami pojawia sie, tu i ówdzie, przejscie dla swiatla z oddali. Nadzieja nie znikla. Popychany, potracany, nowy porzadek w stadium powstawania ma ochote sie pojawic.
Muriel Carbonnet


Muriel Carbonnet “Zmyslowosc roslinna” tekst przetlumaczony z katalogu wystawy w Galerii Nicole Ferry ,Paris 2002

Natura jest kolyska wznioslosci i uludy artysty Korczowskiego. Jego sztuka jest jak slowo, które stara sie umiescic na swoim plótnie, które jednak ostatecznie zamienia sie w intensywnie kolorowa malarska mase, zlozona z niezliczonej ilosci kwiatów i zmyslowych paczków. W miare zaawansowania pracy Korczowskiego, paczki rozkwitaja, podnosza sie, wiedna... Ale co on chce nam w koncu pokazac, czego bysmy jeszcze nie widzieli? Byc moze artysta mówi nam o czasie, który mija lub o kobietach, które symbolizuja te intensywna zmyslowosc. Wierutna bzdura: te “Kwiaty jeszcze niezdarnie zmiete. Przez zimowy zaczatek paczka. Kobiety wygladzaja sie i eksponuja. To jest wiosna”.

Na plaszczyznie kosmicznej, Bogdan Korczowski nie moze oprzec sie erotyzacji relacji miedzy czasem a przestrzenia, które feminizuje na te okolicznosc, mówiac w zwiazku z nimi o “abstrakcyjnych milosciach”, ukazujac czas w nieskonczonym poszukiwaniu “kwiatu zwyciezcy”, unoszacego sie u wlotu do lozyska przestrzennego, przedstawiajac, na koniec, te dwie abstrakcje jako dwa równolegle lustra, odbijajace swoje obrazy w nieskonczonosc, czyniac zupelnie ulotnymi kwiaty milosci ziemskiej!

Przyplyw i odplyw, wdech i wydech... w obrazy Korczowskiego wchodzi sie przez graficzna droge rodna, która odkrywa sie poprzez laczace sie ogrody... czerwone, pomaranczowe, zólte... namietne i obfite. Jego paki, on chce nam je dac dotknac, pomacac. Przebudzenie zmyslów. Zaproszenie do zbierania srodka splotów roslinnych. Odkrycie zmyslowosci wewnetrznej. Bogdan Korczowski nas odurza: unosza nas zmysly, gdy próbujemy zglebic warstwy obrazu, rytmizujace przestrzen zywych kolorów i gwaltownych szarpniec. W ten sposób, jako pojedynczy widzowie, zgodnie z intensywnoscia siatkówki oka, powodujemy zmiany w tym ogrodzie Edenu, ozywionym przez nasze wlasne pragnienia! Spacer inicjujacy...”Tam, gdzie jest tylko lad i piekno. Luksus, spokój, i rozkosz”.
Muriel Carbonnet


Gaëla Le Grand: Fototeka “Akt rozproszony” tekst z katalogu 2004
Dzielo jest mozliwe, wrazenie estetyczne uchwytne (chyba, ze chodzi o metafizyke) jedynie poprzez serie i w serii: wizualnej serii fragmentów ciala, uchwyconych masie niewyraznej i nieformalnej calosci cial. Jednakowoz nie ma tutaj mowy o “tablicach anatomicznych”, cialo, w swojej wybranej czesci, jest przygotowane, ozdobione...

Na prózno starano by sie sporzadzic mape wyobrazonego zycia malarza, bogactwo jego wyobrazni zbija nas z tropu. Akt jest przesadzony, szczególy sa podporzadkowane ogólniejszemu pojeciu; Bogdanowi Korczowskiemu nie chodzi juz o znalezienie drogi ucieczki spojrzenia, które uczylo by sie odkrywac cialo, obnazac, lecz stara sie ukazac kolizje fragmentów zycia, mowy, rzeczywistosci. Przezywamy anty-katastrofe lub katastrofe na opak, jesli rzeczywiscie to posuniecie polega na pobudzeniu widzenia. Poniewaz to, co bylo do zobaczenia, juz zostalo obejrzane: obecnosc znanych postaci, osób, spuscizn, sladów, inspiracji, malarstwa, warstwy obrazu, która malarz omija, zeby jej nadac inna forme, fragment ciala. Tam, gdzie, w innych seriach, erotyzm, upadek sa zwierciadlami, okiem puszczonym do wielkiego przywódcy duchowego, dekadenckiego maga polskiego, Witkiewicza. Erotyzm, swiat wyobrazen, szalenstwo. Lub pokazanie pozadania bedacego czyms innym niz pozadanie i otoczenie aktu artysty nimbem mrocznego zagla.

Polaczenie malarstwa z fotografika, w celu stworzenia nowego srodka wyrazu , szybkosc kliszy fotograficznej wdzierajacej sie do wiecznosci malarstwa, pojmowanego jako skóra dziela... Tam, gdzie ciala sa podzielone na czesci, spojrzenia sa równiez podzielone: seria widziana w calosci (instalacja bedaca suma serii róznych inspiracji, róznych cial), poczawszy od pewnej odleglosci, zaciera sens pojedynczego fragmentu... Temu, kto zblizy sie do poszczególnego obrazu, pozostawiajac z boku swiat seryjny interpretowanego dziela, ukazuje sie fragment nagosci, opanowujac cala przestrzen malarska... Dyslokacja Aktu: nie chodzi juz o cialo kobiety, przedmiot kontemplacji i zachwytu, chodzi o kobiete podzielona na czesci, pokawalkowana, w mnogosci swoich kolejnych odslon, ubran, powabów, chwil, nawet swoich nastrojów, póz... Nie ma twarzy, oczu, bóstwo jest zastepowane przez ikone... Bogdan Korczowski ukazuje niemozliwy do pokazania charakter dystansu, spojrzenia i, w konsekwencji, niemoznosc namalowania twarzy, stworzenia portretu.

Wlasnie to nalozenie warstw, smiertelnej/niesmiertelnej, rozpoczyna inwersje form, albo raczej podniesienie- profanacja – nieczystego ciala bóstwa do statusu ikony: niesmiertelnosc Aktu rozproszonego, wiecznosc ciala wyrezyserowanego.

Jestesmy u kresu, w nieokreslonym. To, co pozostaje, to sprzecznosc formy, olsnienie: to, w siatkówce oka, obraz tego, co umiera pod spojrzeniem, tego, co jest ponad doczesnoscia ciala, oczywistoscia pragnienia. Nowe cialo stajace sie skora. Nowe malarstwo stajace sie cialem.

Gaëla Le Grand


Biografia opublikowana w "culture.pl"

Bogdan Korczowski urodzil sie w 1954 roku w Krakowie, z którym czuje sie do dzis emocjonalnie zwiazany. W 1978 ukonczyl krakowska Akademie Sztuk Pieknych w pracowni profesora Wlodzimierza Kunza. Debiutowal na festiwalu "NOWA RUDA" w 1974 roku - performance BIALY ROWER. W latach 80. osiedlil sie w Paryzu, w którym mieszka do dzisiaj. Tam otrzymal dyplom Panstwowej Wyzszej Szkoly Sztuk Plastycznych. W 1988 otrzymal stypendium Fundacji Pollock-Krasner w Nowym Jorku, do którego wielokrotnie powracal. W Paryzu zwiazany jest z Galeria Nicole Ferry, która regularnie prezentuje malarstwo Korczowskiego, a Instytut Polski w Paryzu dotychczas zorganizowal trzy wystawy indywidualne artysty. Na swoim koncie Korczowski ma okolo szescdziesieciu wystaw indywidualnych.

Mimo swojego debiutu jako "performer" i ogólnej tendencji sztuki wspólczesnej do eksperymentowania z nowymi technikami, Korczowski pozostaje od poczatku wierny najbardziej tradycyjnej materii - malarstwu olejnemu.

Róznokolorowe farby grubo i nieregularnie pokrywaja plótno. Artysta naklada je gwaltownymi, spontanicznymi pociagnieciami, jakby wynikajacymi z impulsów wewnetrznych, potegujacymi wrazenie ekspresji obrazu. Czesto nadmiar uzytej farby splywa po powierzchni obrazu, tworzac pionowe, chaotyczne i nieregularne linie. Te "nieprzewidziane" strugi pogrubiaja jeszcze gesta, zawiesista fakture plócien.

Paryska krytyk sztuki Muriel Carbonnet, piszac o malarstwie Korczowskiego, nazywa je "prawdziwym chromatycznym pijanstwem". Jego nastrojotwórcze barwy, ich ekspresywnosc i dynamizm, sprawiaja, iz abstrakcyjny koloryzm artysty nabiera wymiaru emocjonalnego. Niektóre z jego obrazów, dzieki ciekawym zestawieniom barw i wrazeniu przestrzennosci, jakie wywoluja, stwarzaja w nas uczucie bezposredniego kontaktu z natura. Korczowski tworzy swój wlasny swiat, w którym rózne kultury i ich tradycje mieszaja sie z zywiolami naturalnymi: ogniem, woda, ziemia i niebem.

"Urodzilem sie w Srodkowej Europie, pochodze z malego kontynentu wielu kultur" - stwierdza Korczowski a propos swojego miasta, od wieków kosmopolitycznego, przesiaknietego tradycja. Ucielesnieniem tej specyficznej, krakowskiej atmosfery jest dla malarza jego mistrz duchowy, Tadeusz Kantor, który pomimo licznych sukcesów na swiecie, nigdy swego miasta nie porzucil:
"Jestem urzeczony jego sztuka, poniewaz pamiec i przeszlosc byly dwoma obsesyjnymi wymiarami w jego pracy."
Kantorowi poswiecil Korczowski serie swoich dziel zatytulowana KARTONTEKA, wykonanych jako instalacja.


 

Monika Polak- teksty z "Gazety Wyborczej"(kliknij tutaj)


Bogdan Korczowski "EUROPA SZCZESLIWA" teks opublikowany w portalu "Sztuk- Puk" Krakow

Nie nalezy pytac: "DLACZEGO",nalezy zadawac pytanie: "JAK"...
Nie: "dlaczego to sie stalo", ale: "jak to sie stalo". Formula jest prosta, ale roznica jest ogromna.
Polowe mojego zycia spedzilem w Krakowie ,tam gdzie takie postacie jak Tadeusz Kantor czy niedawno zmarly prof.Wlodzimierz Kunz mieli na mnie ogromny wplyw. Samo miasto Krakow poprzez swoj odrebny charakter jest niezwykle pobudzajace do tworczosci. Wielokrotnosc kierunkow artystycznych, stare i nowe, tradycja i awangarda, sa tam tak wymieszane ze nie sposob zyc bez tej swoistej "szkoly krakowskiej", ktora jest bardziej zwiazana ze sposobem i stylem bycia niz rzeczywista "szkola". Poza tym kosmomolityczny Krakow jest najbardziej zblizonym miejscem w Polsce do kultury "srodziemnomorskiej", ktora sam jestem bardzo zafascynowany. Pozniejszy pobyt w Paryzu otworzl mi techniczna mozliwosc poglebienia mojej wiedzy i glebszej analizy samego srodziemnomorskiego swiata i SWIATLA, ktore jest nierozloczne z kolorem,czyli sloncem i poludniem !. Malarstwo francuskie,wloskie i hiszpanskie to jest najwiekszy dorobek w sztukach plastycznych na naszej planecie.
Sam na sam z obrazem....
Obraz, jako dzielo nigdy nie jest "niewinny". Bowiem zawsze "Cos",lub "Ktos" stoi za dzielem. Filozoficzne myslenie jest wartoscia absolutna kazdego dziela,a nie tylko jego "pomysl" czy anegtotyczna realizacja.Moje obrazy hipnotyzuja, przyciagaja wzrok. Te ogromne krzyze, gwiazdy i hieroglify mimo, ze w pewien sposób agresywne, maja w sobie cos pozytywnego. To jest moj stosunek do swiata zewnetrznego i jestem za to absolutnie odpowiedzialny.
Praca tworcza ma byc pozytywna,w pojeciu "nie-etycznym" bo na tym jest oparty moj wlasny czysto estetyczny stosunek do sztuki.
Sam na sam...
Zycie jest tylko raz. Kazdy dzien jest bardzo wazny. Uwazam ze to bogactwo polega wlasnie na glebokiej tolerancji i zrozumieniu roznorodnosci kultur i tradycji.Nie chodzi tu tylko o Polske ale o caly Uklad Europejski. Analiza Europy,ktora jest niezwyle energetyczna i dynamiczna dzisiaj ,ale w niedalekiej przeszlosci czesto bardzo tragiczna, pozwala mi mowic o sobie samym jak o "artyscie europejskim". Moje znaki sa tym swoistym jezykiem plastycznym,ktorym sie wypowiadam..
Tu jest wlasnie moja radosc…i nadzieja. Jednego tylko nie cierpie: negacjonizmu.
Sam na sam...
XXI-wszy wiek rozpoczal sie tragicznie 11 wrzesnia 2001. Tragedia i dramat byl zawsze nierozlaczny przez caly poprzedni XX-ty wiek. Europa Zachodnia zrodzila nazizm, a Europa Wschodnia stworzyla sovietyzm. Trzeba zrobic wszystko,aby podobne tragedie nie rozplewily sie w nowym XXI-ym wieku. Artysta nosi pewna rodzaju odpowiedzialnosc za to co sie dzieje.Przynajmniej w sensie intelektualnym. Samo zaangazowanie jest juz stosunkiem do Sztuki.
Sztuka ma byc nosnikiem wartosci uniwersalnych i humanitarnych.
Artystka Eva Hesse (1936-1970) napisala:
"Moja jedyna bronia jest moja Sztuka. Jestem moja Sztuka"...
Sam na sam...
Zycie jest podroza,a z kolei podroze sa konfrontacja. Podrozujac wypelniam sie przezyciami i wrazeniami, ktore z kolei dziele potem w pracowni z moimi pracami.Ta inspiracja jest motorem do pracy, ktora pozwala mi potem podrozowac... Krakow, Paryz czy Nowy Jork sa pewnymi stacjami w tej podrozy. Wielokrotnie bylem na Sacharze i jest to szczegolne miejsce do kontemplacji i estetycznej refleksji . Analiza stanu samotnosci z samym soba? Artysta jest bardzo "sam" jak tworzy.
Sam na sam z dzielem...
Wszyscy gdzies sie urodzilismy,a moja szansa bylo to ze urodzilem sie w Krakowie. Kultura krakowska jako "multikulurowa" jest od dawna "europejska". Od 1970 roku obserwowalem osobowosc krakowskiego artysty Tadeusza Kantora,ale tak naprawde "mulimedialnosc" i "uniwersalnosc" jego dziela raz pierwszy zrozumialem wiosna 1975 roku na probach "Umarlej Klasy" w Krzysztoforach. Bardziej fascynowalo mnie powstawanie jego koncepcji zycia artysty jako archiwum (np"Cricoteka"),niz samo jego malarstwo.
Sam na sam..
Staram sie analizowac przezycia artystyczne z innych obszarow, na przyklad Indian z Ameryki Polnocnej. Po tym zrealizowalem duza serie obrazow zatytulowana "Szaman".
Nie ma tu nic wspolnego z aspektem religinjym czy etnicznym. Jest to analiza pewnego innego rodzaju spojzenia na nasz wszechswiat. Ja sam jestem artystycznym szamanem, komunikujacym sie na swoj wlasny sposob ze swiatem. Moze bylem indianinem lub eskimosem w Krakowie? Wszystko sie naklada we mnie samym jak warstwy farby na obrazie… Moja tworczosc jest oparta na glebokiej analizie malarskiej i w jego w szerokim znaczeniu pojecia "malarstwo" nawet jako instalacja. Nie jestem zwiazany z zadna grupa lub kierunkiem. Doceniam pewnych artystow, a to bardziej z powodu ich nieugietej postawy i obrony wlasnej osobowosci niz z ich stylem czy technika…
Sam na sam...
Artysci czesto nie chca opowiadac o swojej sztuce. Mówia, ze broni sie ona sama, sama odpowiada na wszelkie pytania.Czy to jest wybieg aby nie ujawnic "kto" jest za obrazem? Niektorzy nazywa moja tworczosc abstrakcjonizmem symbolicznym i emocjonalnym.
Jest tu pewna przekornosc w tym moim "abstrakcjonizmem symbolicznym". Jest to u mnie jak na ostrzu noza, raz tak raz inaczej. Jednak jedno jest pewne, moja tworczosc jest rodzajem "zapisu" tej rzeki obrazow ,ktora ze mnie wyplywa. Pracuje serjami. Wystawilem juz kilkakrotnie zyjaca i rozwijajaca sie ciagle instalacje zatytulowana "Kartonteka",ktora skladala sie ze okolo 250 obrazow na kartonach roznych formatow. Ta instalacja nie jest zadna ilustracja czegokolwiek. Wszystko co sie dzieje tam pomiedzy "widzem" i "obrazem" jest wazne. Kazdy ma subiektywny poglad na to co widzi.Kazdy widzi kolor i forme inaczej. Ja natomiast maluje tylko dla siebie samego uzywjac swojego wlasnego zestawu pojec estetycznych.
Sam na sam...
Wedlug buddyzmu wszystko jest podporzadkowane prawu przyczyny i skutku.
To pozwala zrozumiec pytanie" jak?"
Sam na sam z soba.

Bogdan Korczowski styczen 2004


Kasia Halas " PIJANSTWO CHROMATYCZNE "
"Opowiadam sam sobie historie w nieznanym jezyku, jezyku utworzonym z kolorow, znakow, sladow, materialow, rysunkow. Jesli ktos zdola odczytac czy odcyfrowac to pismo, to tym lepiej "

Malarstwo Bogdana Korczowskiego odkrylam na retrospektywnej wystawie w Instytucie Polskim w Paryzu, w 1998 roku. Urzekly mnie od razu te obrazy : plonace, ekspresyjne o ostrych, rozdzierajacych cieplych kolorach...I tez te blekitne, monochromatyczne, wypelnione owalnymi ksztaltami, wylaniajacymi sie jakby zza wielowarstwowej lekko podniszczonej powierzchni. Zafascynowala mnie dyskretna tajemniczosc tych prac, ukryta pod " krzyczacymi " barwami : planety, slonca, krzyze,gwiazdy, plonace piramidy, swiatynie pokryte dziwnymi, jakby nam znajomymi znakami, ale jednak niemozliwymi do odszyfrowania.

Bogdan Korczowski urodzil sie w Krakowie w 1954 roku, z ktorym czuje sie do dzis emocjonalnie zwiazany. W 1978 ukonczyl Krakowska Akademie Sztuk Pieknych, w pracowni profesora Wlodzimierza Kunza. W latach osiemdziesiatych osiedlil sie w Paryzu, w ktorym mieszka do dzisiaj. Tutaj otrzymal dyplom Panstwowej Wyzszej Szkoly Sztuk Plastycznych w pracowni profesora Abrahama Hadada w 1985. W 1988 otrzymal stypendium Fundacji Pollock-Krasner w Nowym Jorku, do ktorego wielokrotnie powracal. W Paryzu zwiazany jest z Galeria Nicole Ferry, w ktorej regularnie wystawia od 1991 roku, a Instytut Polski juz trzy razy zorganizowal jego wystawy indiwidualne. Korczowski mial okolo 60-ciu wystaw indywidualnych w roznych krajach. (USA,Francja,Polska,Wlochy,Szwajcaria.)

Mimo ogolnej tendencji sztuki wspolczesnej do eksperymentowania nowych technik, Korczowski pozostaje od poczatku wierny najbardziej tradycyjnej materii : malarstwu olejnemu. Roznokolorowe farby grubo i nieregularnie pokrywaja plotno. Artysta naklada je gwaltownymi, spontanicznymi pociagnieciami, jakby wynikajacymi z impulsow wewnetrznych, potegujacymi wrazenie ekspresji obrazu. Czesto nadmiar uzytej farby splywa po powierzchni obrazu, tworzac pionowe, chaotyczne i nieregularne linie. Te "nieprzewidziane " strugi pogrubiaja jeszcze gesta, zawiesista fakture plocien. Plaszczyzny barwne zyja wlasnym zyciem, faluja, migocza, emanuja wewnetrzna energia. To wlasnie kolor, czesto agresywny, a jednoczesnie subtelny i delikatny, dobrany z niezwykla intuicja, pozostaje glownym zagadnieniem tych obrazow, swiadczac o kolorystycznej wrazliwosci artysty.

Paryska krytyczka sztuki Muriel Carbonnet, piszac o malarstwie Korczowskiego, nazywa je " prawdziwym chromatycznym pijanstwem "2 .Jego nastrojotworcze barwy, ich ekspresywnosc i dynamizm, sprawiaja, ze abstrakcyjny koloryzm artysty nabiera wymiaru emocjonalnego. Niektore z jego obrazow, dzieki ciekawym zestawieniom barw i wrazeniu przestrzennosci jakie wywoluja, stwarzaja w nas uczucie bezposredniego kontaktu z natura. Zachlystujemy sie intensywnoscia i roznorodnoscia plaszczyzn kolorystycznych, przymruzamy oczy z nadmiaru emanujacego z obrazow swiatla, czujemy prawie fizycznie cieplo plonacych, goracych pomaranczow i czerwieni. Jego plotna sa zdecydowanie abstrakcyjne, nawet te, pozbawione tytulow, (ktore sugeruja ich interpretacje), moga byc prawidlowo odczytane przez widza. Ich klimat i kolorystyka pozwalaja nam " wtopic sie " w tajemniczy swiat stworzony przez artyste i znow przez chwile stanowic jego nierozlaczna czastke.

Czasami Korczowski nadaje swym obrazom tytuly, zreszta bardzo sugestywne i dzialajace na wyobraznie: Historia nieba, Upadek Aniola, Kwiat Wulkanu, Magia, Szaman, Planety, Piramida, Dowod prawdy, Znaki. Zmieniajace sie uklady kolorow, ich relacje wzgledem siebie przemawiaja do nas, rozbrzmiewajac echem starych, czesto tajemniczych cywilizacji : Egiptu ? Mezopotamii ? Izraela ?Polnocnej Afryki ? Korczowski stwarza swoj wlasny swiat, w ktorym mieszaja sie rozne kultury i ich tradycje z zywiolami naturalnymi : ogniem, woda, ziemia, niebem, a wszystko nieustannie porusza sie, kierowane nieznana, wszechobecna sila : owalne masy kosmiczne przesuwaja sie ciezko, litery nieznanych alfabetow wylaniajacych sie z przeszlosci tancza, planety kreca sie wokol wlasnej osi… W tym stworzonym przez siebie swiecie, artysta odwoluje sie do archetypow kulturowych, do dawnych systemow pismienniczych. Nagromadzone konstelacje znakow czesto nie calkiem zrozumialych, umozliwiaja naszej wyobrazni podroz w dalekie, obce, a zarazem dziwnie znajome obszary. Sypkie, jakby przypadkowo rozrzucone uklady rysunku nasuwaja porownanie z pisaniem patykiem na plazy ; istotnie Korczowski czuje sie jak szaman kreslacy znaki na piasku, ktorego dziela wymazuje natura ; i dla niego najwazniejszy jest moment tworzenia…On sam maluje dla siebie, jest to jego sposob odkrywania siebie, komunikacji ze soba samym, w ktorej wrazliwy odbiorca moze uczestniczyc.

" Malarz to ktos, kto wyraza ulamki rzeczywistosci, jakie przechodza mu przez mysl. I nie chodzi tu o ilustracje rzeczywistosci : wielu artystow ilustruje terazniejszosc, przeszlosc lub przyszlosc. Jestem czarownikiem mych mysli… W malarstwie otaczaja mnie moje wlasne znaki. "

Korczowski w poszukiwaniu inspiracji przemierza kule ziemska. Fascynuje go kultura srodziemnomorska,mistyka roznych wykopalisk, mentalnosc Indian z Ameryki Polnocnej, szamanizm, Newada, Arizona, pustynie i lancuchy gorskie. Niezwykle wrazliwy na kolory otaczajacej go natury, zmieniajace sie pod wplywem swiatla, stwierdza : " Pragne swiatla, zawsze roznego, zmieniajacego sie, ktore nigdy nie bedzie jednakie. To wlasnie dlatego jestem zafascynowany miejscami na pustyniach na drugim koncu swiata, gdzie znajduje elementy potrzebne mojej sztuce. Polyskowi bieli moze sie tylko rownac w Deatch Valley cisza, ktora ja otacza. Blekit nieba na poludniu jest tam prawie czarny, taki, ze mozna tam zobaczyc gwiazdy. Mozna by pomyslec, ze sie powrocilo do dnia Stworzenia Swiata. "Czesto na powierzchni tych swietlistych obrazow pojawiaja sie fragmentaryczne, delikatne przyczernienia, majace swiadomie prowokowac wrazenie przyspieszonego starzenia sie dziel. Moze w ten sposob artysta ulatwia nam podroz do przeszlosci, do odleglych ciwilizacji ? A moze dzieki temu obrazy te jako swiadectwo przeszlosci zyskuja na wiarygodnosci ? Korczowskiego bowiem fascynuje kwestia czasu, przemijania i relatywnosc rozumienia go. I tu powracamy do fascynacji artysty kultura Indian, o ktorej tak chetnie sam opowiada : narod ten postrzega czas w diametralnie inny od nas sposob ; jest on dla nich wartoscia stala, wiecznoscia. Uplyw czasu jako taki nie istnieje i czasami zmuszeni do zycia w zamknieciu odbieraja sobie zycie, majac inna swiadomosc przemijania.

Spojrzmy na obraz z serii Piramidy zatytulowany Wieza Babel. Nasz wzrok przyciaga niezwykle barwna wrazliwosc powierzchni, pokryta ledwie widocznymi znakami, jak nieznanym " pismem ", czesciowo zatartym przez czas. Plotno wypelnia duzy ksztalt na podobienstwo trojkata, pnacy sie ostro ku gorze, ku plonacemu, krwistemu niebu. Uderza przeciazenie dolnej partii obrazu ekspresja srodkow malarskich : trzy zroznicowane kolorem szpiczaste formy, ustawione jedna kolo drugiej, kieruja nasze spojrzenie na gorna czesc kompozycji. Plotno dominuje struktura wertykalna. Calosc utrzymana jest w ciezkich czerwieniach, brazach i gdzie niegdzie przeswitujacych niesmialo zolciach i zgaszonych pomaranczach.

Christian Forestier, paryski krytyk i marszand malarza pisze o nim : " Jest Kozakiem, krwiozerczym Tatarem, ktory sam pokluty jak rzeszoto, wykrwawia swoje puszki i tuby oleju na plotna sluzace mu do jego spontanicznych obrzedow. "5 Wirtuozeria kolorystyczna Korczowskiego pozwala mu na stosowanie zarowno ostrych, krzyczacych zestawien barwnych, jak i wykorzystanie do maksimum jednej tonacji ; sprawia tez, ze kolory mienia sie wlasnym swiatlem, zyja wlasnym zyciem, niezaleznie od ograniczajacej je formy , bo jednak jest to malarstwo pogodne, powiedzialabym nawet radosne, pelne optymizmu, emanujace nieokielznana ciekawoscia artysty do otaczajacego go swiata.

Pomimo wieloletniego pobytu za granica, Korczowski czuje sie zwiazany emocjonalnie z Polska, a wlasciwie szczegolnie ze swoim rodzinnym miastem Krakowem. " Jestem na wycieczce artystycznej,nigdy nie opuscilem Krakowa ", oswiadcza w rozmowie jaka prowadzimy w jego uroczej, wypelnionej slonecznym swiatlem pracowni, z ktorej rozciaga sie widok na dachy Paryza. Na serii obrazow namalowanych na kartonach pojawia sie litera " K " oznaczajaca miedzy innymi Krakow, miasto, ktore tak wiele znaczy dla artysty, ze swoja szczegolna, troche dekadencka atmosfera artystyczna, ze swymi teatrami, jazzem i malutkimi kawiarenkami, w ktorych dyskutuje sie do rana. " Urodzilem sie w srodkowej Europie, pochodze z malego kontynentu wielu kultur " stwierdza Korczowski ŕ propos swojego miasta, od wiekow kosmopolitycznego, przesiaknietego tradycja.

Ucielesnieniem tej specyficznej, krakowskiej atmosfery jest dla malarza jego mistrz duchowy Tadeusz Kantor, ktory pomimo licznych sukcesow na swiecie, nigdy swego miasta nie porzucil : " Jestem urzeczony jego sztuka, poniewaz pamiec i przeszlosc byly dwoma obsesyjnymi wymiarami w jego pracy ". Kantorowi poswiecil Korczowski serie swoich dziel, zatytulowa :" Kartonteka" , wykonanych w latach dziewiedziesiatych. Tektury te pokrywa nakladana grubymi warstwami olejna farba, ktora, tak jak na plotnach, splywa szerokimi " strumieniami ", dajac wrazenie pewnej zamierzonej przez malarza przypadkowosci. Gdy obrazy oglada sie z bliska, ich powierzchnia wyglada jak skorupa usiana wulkanicznymi kraterami. Gdzieniegdzie, fragmentami, wylania sie spod farby nagi, surowy, brazowawy karton, czesto zagiety, lub przedziurawiony, co mimowolnie poteguje ekspresje kompozycji. Sporadycznie na powierzchni obrazow pojawiaja sie elementy trojwymiarowe, np. papierowe stateczki, tworzac rodzaj collage'u, ulubionej techniki Kantora. Te dziesiatki kartonow wystawione razem sa kontrastowe, a czesto zaskakujace zestawienia rozbijaja jednosc kompozycji tego swoistego "muru"prac. Katalog wystawy tej instalacji rozpoczyna poetycki list Bogdana Korczowskiego do Kantora, ktory jest rodzajem holdu zlozonego artyscie po smierci w 1990 roku: " Stal sie Pan idea nosiciela Milosci w Krolestwie smierci, zwanym Pamiecia. Ktos powiedzial, ze niewazne, czy Pan zyje, czy nie i tak nalezy Pan do Przeszlosci.

" Rafal Solewski, krytyk z Krakowa, umiejscawia artyste " pomiedzy " (tytul artykulu w Dekadzie Literackiej) dwiema kulturami : polska, przesiaknieta charakterystycznymi dla niej, uwarunkowanymi historycznie symbolami emocjonalnymi, i zachodnia, bardziej formalna, a przede wszystkim konceptualna : " Wspolczesny czlowiek zachodu szuka przede wszystkim estetycznych wrazen.Dostrzega mianowicie kompozycje obrazu, gre linii i plam, stopniowe przemiany lub kontrasty kolorow. Tymczasem Polacy wciaz chca wyjasniac znaczenie symboli, odczytywac tresci zakamuflowane, jakby wciaz przed kims ukryte, adresowane nie tyle do zmyslow, co do umyslu i uczuc.(…) Korczowski uswiadamia roznice , ktora wciaz istnieje pomiedzy swiatem symboli, a kraina estetycznych doznan. " On sam nazywa swoje malarstwo abstrakcjonizmem symbolicznym i emocjonalnym. O atrakcyjnosci obrazow Korczowskiego stanowi szalone, nieokielznane bogactwo form. Jego sztuka nie pozostawia nikogo obojetnym, przyciaga wzrok jak magnes, hipnotyzuje, zaprasza do podrozy w krolestwo kolorow i tajemniczych znakow, do fascynujacej drogi w nieznane.

Zakoncze ten artykul wypowiedzia Tadeusza Kantora, mistrza duchowego Korczowskiego : " Sztuka dzisiejsza, jak zycie, wciagnieta jest w sens, ktorego nigdy do konca nie znamy. Obserwujemy jego ruch, ktorym do pewnego stopnia mozemy racjonalnie kierowac. Ten ruch, dzialanie, sztuka dzisiejsza stara sie - nie zapisac - stara sie byc jego wynikiem. Tu juz nie ma mowy o jakiejkolwiek imitacji, imitacji przedmiotu czy imitacji wyimaginowanej rzeczywistosci. Obraz staje sie sama tworczoscia i manifestacja zycia, jego przedluzeniem. "

Kasia Halas


"MALARSTWO JEST BARWA CZASU" -fragmenty rozmowy opublikowanej w"EXIT"nr2(34)1998 i rownoczesnie w katalogu do wystaw retrospektywnych w Arsenale,Poznan 1999 i w Centrum Sztuki Wspolczesnej Solvay,Krakow1999.

Marianne Boiléve

Bogdan Korczowski nie maluje obrazów, tworzy swoista kosmogonie. Jego plótna to planety, gorace lub zimne, utworzone z krwi, ognia, popiolów. Wszystkie emanuja tajemnica, zagadka, która ów artysta-szaman stara sie rozszyfrowac dla swych wspólczesnych.Calosc jego dziela opiewa to, co zdaje sie mozliwe, jest hymnem na czesc zycia, urywa glowe hydrze bólu. Korczowski pracuje nad swymi plótnami tak, jakby uprawial jalowa role, zaglebia sie bez przerwy w poklady pamieci i wydobywa z niej to, co istotne. Wychodzac z ograniczonej skali barw, igra z przezroczystoscia i jej przeciwienstwem, z zarem kolorów, wstrzasa stopniami nasycenia i tak udaje mu sie obdarzac swe obrazy zdumiewajaca sila witalna. -

Niektóre z twoich obrazów przypominaja ciala niebieskie. Skad to zainteresowanie kosmosem?

Wiekszosc obrazów tej serii zawiera ksztalty spiczaste, piramidy,gwiazdy… Natomiast w moich pracach na papierze wiele jest ksztaltów owalnych. Ale wszedzie jest tam jakis skrawek nieba. Mam swoista obsesje spiczastych form, jak równiez gór siegajacych nieba, chmur, rownoczesnie pociaga mnie tez blekit nieba ze sloncem lub niebo nocne z gwiazdami. Ogólnie mówiac, wszystko jest spiczaste na niebie, a zaokraglone we wszechswiecie, bo wszechswiat sam w sobie jest okragly. Nawet w najglebszych sondazach wszechswiata, stawiajac pytania "gdzie jest jego koniec", dochodzimy do wniosku, ze wszystko " kolem sie toczy ". Wszechswiat jest prawdopodobnie kula. Przeszlosc, terazniejszosc, przyszlosc istnieja w tym samym czasie. Kurt Vonnegut, jeden z najwiekszych wspólczesnych pisarzy amerykanskich, powiedzial kiedys o malarstwie: "wystarczy zobaczyc milion obrazów, by juz nigdy sie nie pomylic". Tak, to prawda,ale najpierw trzeba zobaczyc ten milion obrazów ! Powiedzial tez cos nadzwyczajnego o czasie. Dla niego czas jest czyms bardzo stalym, czyms jak góry.Patrzymy na taki lancuch górski i to jest "czas", ale nasza wlasna percepcja "czasu" jest bardzo ograniczona,to znaczy jesli spojrzymy na ten sam lancuch gór poprzez pudlo z kartonu umieszczone na glowie z dwiema dziurkami dla oczu, zobaczymy tylko skrawek tych samych gór. Czas jednak jest staly. Totez w obrazach staram sie pokazac te stalosc i trwalosc czasu. Widac na nich przemijanie czasu, choc równoczesnie czas jest w nich ustalony.... Jest zapisany.

- W jaki sposób?

Najistotniejszy moment twórczosci - moze on trwac nieraz kilka sekund, minut lub godzin - jest w istocie uwieczniony, poniewaz zostal utrwalony w plamie, ksztalcie, w naturalnym przesunieciu materii, w cieniu. Równoczesnie, w cyklach moich obrazów wiele jest przyczernien. Nawet w najswiezszych obrazach staram sie stworzyc wrazenie przedwczesnego starzenia sie. Niewazne jest, czy obraz liczy trzy dni czy dwadziescia lat. Za to nalezy zawsze w nim odczuc ukryty gdzies czas. W takiej chwili, odnajdujemy nasze miejsce w zyciu, gdzie los kazal nam sie u rodzic i zyc w zgodzie z pewnymi prostymi lub spiczastymi liniami wszechswiata. To wlasnie mnie fascynuje. Czas, który przemija, który nas otacza, to doprawdy cos niezwyklego. Zachodzace slonce to wspanialy widok.... Ale za chwile juz go nie ma. Ja jednak uchwycilem ten moment. -

Twierdzisz, ze masz niemal obsesyjna pamiec rzeczy. I rzeczywiscie pamiec stale wpisuje sie w twoje obrazy. Mówisz, ze chcesz utrwalac czas, ale czy nie chcesz równoczesnie utrwalac pamieci? I znaki, jakie wystepuja na twych obrazach, czy nie staja sie one w równym stopniu metaforami tej pamieci?

Wszystkich nas otaczaja znaki. Malarstwo jest jedyna absolutna wartoscia w estetyce widzenia. Znaki istnieja we wszystkich obrazach od zawsze, poczynajac od rysunków naskalnych pierwotnego czlowieka w glebi grot.Malarstwo to ciagle ta sama historia. Malarz to ktos, kto wyraza ulamki rzeczywistosci, jakie przechodza mu przez mysl. I nie chodzi tu tylko o ilustracje rzeczywistosci: wielu artystów ilustruje terazniejszosc, przeszlosc lub przyszlosc, ale na ogól twórczosc malarska ma w sobie cos z szamanizmu. Jestem jakby czarownikiem moich mysli. W moim malarstwie otaczaja mnie moje wlasne znaki. Oczywiscie znaki te zwiazane sa z nasza kultura. Urodzilem sie w srodkowej Europie, pochodze z malego kontynentu wielu kultur.Na przyklad:krzyze i gwiazdy Davida sa to znaki z naszych kultur. Jesli chodzi o mnie, to wolno mi uzywac wszelkich znaków .....

- A jednak wewnatrz obrazów istnieje obiektywna konstrukcja czegos stalego. Twe prace obejmuja okresy, wystepuja w seriach, a mimo to kazdy obraz zawiera pewne oddzielne znaki, takie jak hieroglify, planety, wyciskanie z tubki.Wszystkie one sa znakami tworzacymi razem równowage twego malarstwa, cos subiektywnego, co umieszczasz na plótnach ze staloscia obsesji...

Oczywiscie, ze tak. W tym jest obsesja i subiektywizm, poniewaz to wychodzi ze mnie. W swej pracy nie jestem wykonawca zamówien. Tworze dzielo calkowicie wlasne, bardzo subiektywne. Prowadze dialog z samym soba, moja sprawa jest zatem komunikowanie sie z soba. To komunikowanie sie jest bardzo abstrakcyjne. Otacza mnie swiat wewnetrzny, który niejednokrotnie pozostaje w oderwaniu od rzeczywistosci. Stad powtórzenia, poniewaz to mój mózg i moja reka "pisza" owe kolory. Pismo tego rodzaju jawi mi sie jako rodzaj monologu. Opowiadam sam sobie historie w nieznanym jezyku, jezyku utworzonym z kolorów, znaków, sladów, materialów, rysunków. Jesli ktos zdola odczytac czy odcyfrowac to pismo, to tym lepiej! -

Twoje atelier zawalone jest obrazami, nieraz pracujesz równoczesnie nad kilkoma plótnami. Chcialabym, bys nam powiedzial, jak wyglada twa praca. Gdy pracujesz równoczesnie nad kilkoma plótnami, odnosi sie wrazenie, ze spelniasz jakies pilne zadanie, tak jakbys obawial sie, ze nie starczy ci czasu powiedziec wszystkiego...

Istnieje pilnosc absolutna, poniewaz kazdy musi umrzec. Czlowiek jest jedyna istota, która wie, ze musi umrzec. Pragnalbym, by mój ostatni obraz pojawil sie jak najpózniej,nie mam czasu do stracenia. Równoczesnie jednak jestem bardzo leniwy. I ciagle robie duzo rzeczy, by przekonac samego siebie, ze leniwy nie jestem. Nieraz obracam na wszystkie strony sam pomysl jakiegos obrazu lub malarskiej opowiesci tak, ze az pekam, i to w takiej chwili rzucam sie do pracy z szalem i energia. Nie potrafie powiedziec, czy obraz, który zaczynam w czerwieni, skonczy sie w czerwieni. Moze skonczy sie w blekicie. Na ogól jednak potrafie panowac nad obrazem do samego konca. Sam obraz narzuca mi pewna dyscypline, ma swe wymagania. Pomiedzy plótnem, pedzlami, farbami i mna samym powstaje dialog wyrazajacy sie w gestach, ruchach, w kilku wymiarach równoczesnie. To nie jest zwyczajnie to cos, co sie dzieje miedzy mózgiem, reka, pedzlem i farbami. Jest jeszcze czwarty, piaty szczególny wymiar, który mozna okreslic jako przypadek, magia. Moje cale zycie jest podróza. Gdy mialem 15 lat, odkrylem w sobie powolanie do malarstwa. Wówczas to wyobrazalem sobie malarza jako wiecznego podróznika. Ciekaw bylem swiata wokól mnie. Nie potrafie zyc bez podrózy, z góry mysle o kazdej z nich. Ciekawosc podrózy pobudza mnie. I wlasnie to podrózowanie zwiazane jest we mnie z pamiecia. Cale zycie codzienne tez jest pamiecia. Gdy podrózujemy, jednak czynimy wszystko inaczej. Musimy przyswoic sobie odmienny rytm. I w takich chwilach równiez nasza percepcja staje sie rózna.

- Twoje obrazy, skladajac sie z plótna i farby, sa zarazem zbudowane z materii, która nazywa sie pamiecia.

Tak, to materia plastyczna. Nie mówie tu o manipulacji, to zupelnie inna sprawa. Pamiec wybucha w pewnych wspomnieniach. Wzruszyly mnie zdjecia przeslane z satelity, które ukazywaly chmury i burze na naszej planecie. Widac bylo cyklon. Dla mnie bylo to twórcze odkrycie, cos jak odkrycie Galileusza obecnosci gór na Ksiezycu. Oczywiscie, wszystko to istnialo na dlugo przed Galileuszem, i na dlugo przede mna. Tak to docieram do pewnego momentu, gdzie moja obecnosc w nim jest w pewnym sensie tragiczna, poniewaz nie ma ona zadnego znaczenia....

- Kilka z tych cykli stanowi hold wobec innych, mianowicie wobec Tadeusza Kantora, Galileusza..

Moim mistrzem duchowym jest rzeczywiscie Tadeusz Kantor. Pokazal mi jak trzeba postepowac, by byc artysta. Bylem urzeczony jego sztuka, poniewaz pamiec i przeszlosc byly dwoma obsesyjnymi wymiarami w jego pracy. Dla niego zycie to rodzaj smietnika. Otóz w tym smietniku skrywa sie skarb ludzkosci. Jesli chodzi o Galileusza to byl on magikiem, który przemienil sie w wielkiego uczonego. Uczynil wszechswiat mniej swietym przez to, ze odkryl góry, pyl i kamienie na ksiezycu. W ten sposób przywrócil Ksiezyc reszcie wszechswiata. Pokazal, ze nasz Ksiezyc nie rózni sie tak bardzo od naszej Ziemi, ze podobny jest do wielu innych wokól naszego wszechswiata....

W jakich stosunkach pozostajesz obecnie z Polska, a szczególnie z Krakowem?

Po wielu latach nieobecnosci odnosze wrazenie, ze nigdy nie wyjechalem z Krakowa. I to dzieki tej pamieci, towarzyszacej mi w podrózach, ciagle pozostaje na ulicach Krakowa. W tym wyraza sie dobra strona naszej przeszlosci. Miejsce urodzenia pozostaje dla nas bardzo wazne. Staje sie ono bodzcem w zyciu. Mialem szczescie odbyc swa pierwsza edukacje artystyczna w krakowskiej ASP. A poza tym to miasto jest bardzo sródziemnomorskie, jedyne w Polsce. W ciagu wieków Kraków pozostawal miastem kosmopolitycznym, wielo-kulturowym. I to jedno z niewielu z miast w Europie srodkowej, które tak silnie i gleboko zachowalo slady swej przeszlosci. Podróz do Krakowa to jak podróz do Wenecji czy Florencji, chodzac po ulicach zaglebiamy sie w przeszlosc. Gdziekolwiek spacerowalem na swiecie, zawsze mialem wrazenie, ze przechadzam sie po ulicach Krakowa. Lubie ten lancuch laczacy rzeczy, kazde miejsce jest ogniwem w tym lancuchu. I wydaje mi sie, ze moja obsesja na punkcie materii tez bierze sie z tego, ze urodzilem sie w Krakowie. Urodzilem sie w murach miasta, które czci swe korzenie, w resztkach swej przeszlosci.

- Duzo mówisz o przeszlosci, a malo o przyszlosci...

Jak powiedzial Hrabal "What will be must be". Przyszlosc nadejdzie sama, nieuchronnie. Jedynie pracujac w terazniejszosci i baczac na nasza przeszlosc mozna tworzyc i kontrolowac przyszlosc w sposób pozytywny.

- Jestes fatalista?

Realista. Ogarnia mnie przerazenie, gdy mysle o tym wszystkim, co ludzie robia, by zniszczyc przyszlosc ludzkosci.

Marianne Boiléve