|
Korczowski (dokumentacja): polskie teksty:
Anna Oliwia Kowalska Wywiad z Bogdanem Korczowskim 2008 "Studium o Bogdanie Korczowskim" tekst Piotra Zaporowicza 2006
Héloïse
Hautemanière To straszne uczucie,
kiedy zauwazamy, ze bardziej pociaga nas cien niz swiatlo. Gdy odkrylam
obrazy Bogdana Korczowskiego, pierwszym odruchem bylo ich odrzucenie,
zeby nie wystawiac sie na niebezpieczenstwo, lecz zrozumialam, ze cien,
zle samopoczucie i migrena wyzwola slowa. Historia inicjalu "K" Bogdan Korczowski
urodzil sie w 1954 roku w Krakowie, gdzie zaczyna sie jego artystyczna
podróz. Jego pierwsze spotkanie ze sztuka ma miejsce w ksiegarni
ojca, jedynej w Krakowie otrzymujacej publikacje zagraniczne, w kraju,
gdzie rzadzi cenzura. Jako dziecko, nie rozumiejac jeszcze jezyków,
polyka pochodzace skadinad ksiazki poswiecone sztuce. Nie czyta w nich
slów,ale przesiaka ilustracjami, bawi sie opakowaniem - papierem,
sznurkami i kartonami. Bardzo szybko pojmuje znaczenie materii, nosnika
pamieci. Ksiazka staje sie dla niego przedmiotem swojskim, kolekcjonowanym
przez ojca, sluzacym do odgradzania dwóch pokoi. Paradoksalnie,
jesli ten przedmiot jest latwo dostepny i staje sie niemal banalny, tekst
pozostaje nieprzenikniony, obcy. Dzieje pewnego spotkania...
...Liczne podróze uczynily z Bogdana Korczowskiego kolekcjonera i pozeracza obrazów, które ofiarowuje nam na swoich plótnach. Pozywione w ten sposób, jego oczy prowadza reke do malarskiego przekladu... Jak te wszystkie plamki rzucone na dzielo jego zycia, Korczowski maluje nieokreslone fragmenty pamieci, zbiorowej i osobistej. Zyje w pospiechu, maluje bez przerwy, azeby uciec przed smiercia. Zawsze chodzi bowiem o to, by pozostawic slad po swoim przejsciu...
W plótna Korczowskiego
wciela sie cala pamiec i nabiera w nich przestrzennosci. Miejsca, wspomnienia,
obrazy nabieraja zycia i wydaje sie, ze chca nam cos powiedziec. Niczym
te wszystkie jezyki próbujace uniknac zobrazowania, krople farby
przemawiaja do nas w róznych dziwnych jezykach, wymyslaja magiczne
zaklecia i nas oczarowuja. Materia obrazów Korczowskiego wyraza
zawile sploty jego pamieci, tyle ciosów nozem, co zatrzyman. Nalezy
po prostu nie pozwolic, by ten wewnetrzny koszmar nami zawladnal. Pamiec
nie jest gladka, jednorodna ani jednobarwna. Na obrazie trzeba tworzyc
rózne warstwy, scierac, zaczynac od nowa i - jak Korczowski - swiadomie
plótna postarzac, pozwalajac pedzlowi zaplakac. Wychodzace z obrazu
jezyki ognia to slowa szamana. Dodaja zycia malarstwu, które bez
nich mogloby sie zmeczyc. Nie nalezy próbowac gasic tego pozaru,
lecz po prostu czasami sie oddalic i wyleczyc goraczke... Héloïse Hautemanière Korczowski"Fototeka"
Galeria Nova Krakow 2005 Wystawa w krakowskiej Galerii Nova pt. "Fototeka" to sensualna kompozycja obrazów artysty wraz ze zdjeciami polaroidowymi. Abstrakcyjne malarstwo w polaczeniu z prostym i surowym przekazem polaroidów tworza pozadana przez twórce dwoistosc, która wplywa na koniecznosc subiektywnej interpretacji dziela. Sam artysta opowiada o swoich pracach: "Niektórzy widza w nich wylacznie zdjecia nagich kobiet, podczas gdy inni postrzegaja dzielo w calej jego zlozonosci. Zawsze sa dwa poziomy percepcji dziela. Z daleka "Fototeka" przypomina moje obrazy. Z bliska to cos zupelnie innego". Wprowadzajac w "Fototece" opozycje pomiedzy abstrakcja i figuracja, artysta ponawia próby zmierzajace do usytuowania sie w polowie drogi miedzy ekspresjonizmem i introspekcja. Wywiad z Korczowskim dla "webesteem magazine " nr 10: Debiutowalem w 1974 roku jako performer (performance "Bialy Rower" na festiwalu w Nowej Rudzie), ale wlasciwie zawsze chcialem malowac i malarstwo jest moja forma expresji od ostatnich 30 lat. Wielokrotnie dyskutowano na temat mojego "symbolizmu abstrakcyjnego", szczególnie po mojej wystawie w Zachecie, która byla calkowicie oparta na abstrakcyjnych znakach. Wielokrotnie pytano mnie o interpretacje moich obrazów. Praktycznie nigdy nie zabieralem glosu, zostawiajac innym analize moich prac. Pewne opinie byly sluszne a inne zupelnie przypadkowe. Pózniej w Paryzu wielokrotnie slyszalem o pewnej "zmyslowosci" mojego malarstwa i wtedy rozpoczalem naprawde moja wlasna analize (artystyczna i psychoanalityczna) tych pojec, zaintrygowany tym "zestawieniem". W polowie lat 90-tych zrealizowalem pierwsza serie polaroidów przedstawiajacych fragmenty ciala ludzkiego i wymieszalem je z moim malarstwem i symbolami jak krzyze czy gwiazdy. Dlaczego polaroid? Dlatego, ze odbitka jest unikalna, bezposrednio widzialna, bez specjalnego technicznego manipulowania. Uzywam polaroidu nie jako fotograf ale malarz, jak "pedzla i farby" równoczesnie, realizujac setki zdjec i klejac je na obrazie równoczesnie z farba. Maly format polaroidu narzucal maly format obrazu, ale obsesyjnosc pracy nie pozwolila mi sie zatrzymac. Doszedlem do punktu, w którym kilkadziesiat polaroidów zagubilo sie w samej masie poczatkowo kilkudziesieciu, a potem setki obrazków jako instalacji. Sprowokowalem i zbudowalem sytuacje malarsko-fotograficzna, która z DALEKA odbieramy jako MALARSTWO, a która patrzac z BLISKA zmienia sie w sytuacje FOTOGRAFICZNA. Podwójnosc dziela? Wielowarstwowosc interpretacji? Obraz nie jest "niewinny", cos za tym stoi, ale nie nalezy pytac "dlaczego?". Nalezy pytac "jak?". Ale obraz ani artysta nie jest "winny", bo jest po prostu wolny. Dotarlem do tego, ze sugestywnosc i podwójnosc interpretacji nigdy nie jest obiektywna jesli chodzi o dzielo artystyczne, kazde dzielo artystyczne. Zaskoczony bylem niedawno reakcja w Polsce na prace Doroty Nieznalskiej. Napisalem do niej "wolnosc sztuki jest nieograniczona wolnoscia" ; niestety doszlo do tego, ze Dorote skazano. Totalitaryzm myslenia akceptuje tylko pytania "dlaczego?", a nie "jak to sie dzieje, ze artysta dochodzi to pewnych mediów, czy uzywa róznych zestawien plastycznych?". W Paryzu zrealizowalem w Galerii Selmersheim wystawe moich polaroidów z lat 90-tych i zatytulowalem "Phototheque" (Fototeka), dajac ten tytul jako aluzje do prywatnego archiwum artysty. Cala galeria byla wypelniona okolo 150 pracami z polaroidami i na otwarciu slyszalem zupelnie inne komentarze obserwujacych moje prace z dystansu kilku metrów i tych, którzy obserwowali prace z bliska. Ostatnio pracuje nad duzymi formatami czysto malarskimi i te serie nazwalem "Sensualite au Vegetal" (Zmyslowosc Roslinna). Sugestia po polaroidach? Moze, bo to jest praca równolegla do pracy fotograficznej. "Les Echos de Pologne" 2005, nr 41 (13/26 stycznia2005): Po raz pierwszy w
Polsce Bogdan Korczowski prezentuje tworzona od 1995 r. instalacje malarska
"Fototeka". 40 prac z tej serii to male abstrakcyjne obrazki,
w które zostaly wkomponowane zdjecia polaroidowe przedstawiajace
kobiece ciala w erotycznych pozach. Calosc uklada sie w scienny fresk.
Wprowadzajac w "Fototece" opozycje pomiedzy abstrakcja i figuracja,
artysta ponawia próby zmierzajace do usytuowania sie w polowie
drogi miedzy ekspresjonizmem i introspekcja. W jakim celu wlacza
Pan fotografie do malarstwa? Te polaroidy w jasny
sposób pokazuja, co przedstawiaja. Sa figuracja. Pana malarstwo
przeciwnie, zawsze bylo abstrakcyjne... Polska jest jeszcze
krajem bardzo purytanskim
czy spodziewa sie Pan jakiejs szczególnej
reakcji ze strony polskiej publicznosci? Pierwszych 26 lat
zycia spedzil Pan w Krakowie, ale od poczatku lat 80. mieszka Pan w Paryzu
Dlaczego zdecydowal sie pan osiedlic we Francji? Rzeczywiscie, Panskie
obrazy sa niekiedy pelne symboli. Czy ma Pan jakies konkretne przeslanie
do przekazania? "Les Echos de
Pologne" 2005, nr 41 (13/26 stycznia2005) Fragmenty tekstu
biografii opublikowanej w Slowniku Malarzy Polskich, tom drugi (od dwudziestolecia
miedzywojennego do konca XX wieku). Maryla Sitkowska
Przekroczyc próg atelier Bogdana Korczowskiego to znaczy niezwlocznie poczuc bardzo stary i prawie zupelnie zapomniany zapach terpentyny. Wchodze, bez watpienia, w zmyslowa rzeczywistosc malarstwa olejnego i wiem, ze zostane nim nasaczony i nakarmiony. Obecnie jest to cos bardzo rzadkiego, mgliscie archaicznego, dla niektórych wrecz calkowicie przestarzalego. Jednakze, gdy zanurzylem sie w tym swiecie, po stwierdzeniu, ze pulapka pokryta kolorami i materia, sie zamknela, poczulem w sobie narastajaca pewnosc, ze wdalem sie w przygode paradoksalnie nowoczesna. Malarstwo Korczowskiego jeszcze zanim zostanie obejrzane, przeanalizowane, obraz po obrazie, tworzy calosc wraz otoczeniem nasyconym jego wlasna materialnoscia. Zbytnie przeladowanie atelier, w którym obrazy ocieraja sie o siebie i czesto nakladaja sie na siebie, komponuje sie w pewien rodzaj instalacji ze skontrastowanych polichromii. Grzezne w samym srodku kipiacej magmy, która nie pozwala ani na odwrót ani nie daje innej mozliwosci wyjscia. Otaczajace mnie sciany wygladaja jak skóra zlozona z zadrapan, z rozzarzonych wybrzuszen, z tajemniczych sedymentacji. Niewielka odleglosc dzielaca mnie od scian zmusza mój wzrok do koncentrowania sie przede wszystkim na tym lub innym znaku, formie, malarskim srodku wyrazu, elementach zawieszonych, a zwlaszcza zdjetych wielkich, plóciennych calosci rozpietych na ramie. Wbrew swoim zwyczajom, ogladam jego obrazy przede wszystkim poprzez szczegól, który mnie nagabuje, zeby pózniej poddac sie lekturze bardziej szczególowej, a w koncu sciennej.
Paradoks Korczowskiego dziala jak wielka katastrofa morska, grozaca mi zatonieciem, zanim znajde deske ratunkowa, mogaca posluzyc mi do konstrukcji tratwy, z której móglbym znowu zobaczyc horyzont. Malarstwo Korczowskiego jest jednym, wielkim, burzliwym plywem, którego nie mozna poskromic, lecz w którym trzeba nauczyc sie plywac. Tak wiec kazdy z osobna przedmiot/obraz broni swojej wewnetrznej przestrzeni w srodku tego wzburzonego oceanu. Zatem, jesli moje spojrzenie robi zblizenie powierzchni plótna, gdyz jedna z jego czesci , jeden z jego krzyzy, jeden z jego trójkatów przyciagnal moja uwage, to po to, zeby mi zostawic swobode pilotowania. Moja interaktywna nawigacja obfituje w przygody na powierzchni lub w metnych badz pólprzejrzystych glebinach substancji malarskiej. Osobliwosc kazdego z obrazów daje sie zauwazyc dopiero w zblizeniu, w ten sposób bliskosc spojrzenia, poprzez swoja wymuszona krótkowzrocznosc, zacheca mnie do wewnetrznej kontemplacji, bardziej metafizycznej niz mistycznej. Inny paradoks Korczowskiego: zdecydowany ekstrawertyk maluje rytualy hermetyczne, gleboko skupiony na wewnetrznym charakterze ich tajemnic. Artysta zapewnia, ze jego twórczosc malarska ma cos z szamanizmu i domaga sie swobody poslugiwania sie wszelkiego rodzaju znakami róznych kultur... krzyzami chrzescijan i gwiazdami Dawida. Inny paradoks to to, ze artysta wydaje sie podawac elementy interpretacji, jednoczesnie zacierajac slady, pozostawiajac mnie nas pozostawiajac w stanie pomieszania slów, liter, znaków... Jesli komus uda sie rozszyfrowac to pismo, tym lepiej! Korczowski chetnie widzi siebie zdemaskowanego, nawet to pochwala, lecz maluje tylko dla siebie i zamyka sie, uprzednio sie wycofawszy. To malarstwo jest piekielne i ogien, który je podsyca zywi sie nim, zeby je spalic, i ten przeplyw miedzy konstrukcja a destrukcja jest nieustajacy.
Twórczosci Bogdana Korczowskiego nie przyjmuje sie jako rzeczy samej w sobie. Oddzialywuje ona na pamiec malarza ale równiez ogladajacego dzielo, poniewaz obraz, zdaniem jego autora nabiera wlasnego zycia. Chodzi wiec o drogi skrzyzowane, nosicielki i/lub zlewiska czasów dzielonych i chwil wymienianych. To malarstwo odrzuca jakakolwiek analize formalna, jakakolwiek ograniczajaca klasyfikacje. Trudno jest wybierac wewnatrz tego barokowego swiata.. I wtedy wlasnie, tego dnia, pod koniec wizyty, Korczowski pokazuje mi, jako ciekawostke z glebi atelier, swoja Kartonoteke! Odkrywam wiec, zafascynowany, ponad dwiescie kartonów o wymiarach ok. 60 x 80 cm, ustawionych jedne przy drugich i ulozonych jak karty pocztowe w pudelkach po butach. Artysta przerzuca bezceremonialnie, ale równiez z powstrzymywana pasja, te zdumiewajaca ilosc obrazów wykonanych na kartonach pakunkowych, z jeszcze zachowanymi z tylu oryginalnymi napisami. Nieoczekiwanie, objawia mi sie wyraznie wielki glód tego malarza, który naklada naprzemiennie substancje wspaniale rozswietlone i zniszczone zadrapaniami, oslabione przez krwawe zacieki. Akumulacja, obsesyjne przeciazenie, które, warstwa po warstwie, przenikaja sie na wielkich plótnach, znajduje w tych kartonach, doslownie, srodek wyrazu i tworzywo kolekcji, która traktuje o czasie, o pamieci i o przestrzeni. Zadne z tych dziel nie jest opatrzone data, nie pozwalajac w ten sposób na jakakolwiek klasyfikacje chronologiczna. Nowy paradoks u artysty, który zaznacza czas poprzez seryjne gesty zmieniajac jednak ich porzadek przy pomocy, nie poddajacej sie klasyfikacji, obfitosci akumulacji. Tutaj czas i pamiec krzyzuja sie permanentnie i wymieniaja swoje znaki poprzez dzialania przelotne i przypadkowe. Ostatni juz cykl dwudziestu plócien pionowych zgromadzony jest na scianach atelier. Sa one nalozone jedne na drugie, kolejno ukazuja sie niezliczone warstwy malowidel, które, warstwa po warstwie, daja wyraz nowej energii. Substancja malarska plynie, scieka zgodnie z prawem grawitacji, osobliwie obciazona przez ociezale osuwanie sie lub, przeciwnie, wycienczona przez slabe nacieki. Korczowski wydaje sie orac z trudem gleby przesycone blotnistym mulem lub, przeciwnie, kaleczyc gleboko pobruzdzone, jalowe nieuzytki. Ten upór w ranieniu pól z energia oracza, powoduje pokrycie tych równin obfita roslinnoscia. Wskutek przezytego zawrotu glowy, spowodowanego hustawka miedzy horyzontalnoscia a pionowoscia, mam wrazenie, ze przenikam do swiata bogatego w skontrastowane nierównosci, jednakze bez gwaltownosci, bo wyrazanego poprzez liczne i nieustajace dotkniecia pedzli/pasji. Ekspresjonistyczne
srodki wyrazu Korczowskiego wciagaja mnie w wir strumienia materii laczacej
sie, oferujac mi przyjemnosci zmyslowe lecz zlagodzone przez plomienna
rozkosz. I nie jest to najwiekszy paradoks spotkany w twórczosci
Bogdana Korczowskiego!
Sa podróze introspektywne, intymne, które nalezy przebyc. Narzucaja sie nam nagle, bezwzglednie, jednoznacznie. I to akurat na calkowitym pustkowiu odnajdujemy sie twarza wobec swiata, wobec siebie. Byc tam, nie byc nigdzie. Bladzenie mentalne. Majaczenia zblakanego podróznika? Trzeba przemierzyc Sahare wewnetrzna, pogodzic sie ze smiercia z pragnienia, zeby zrozumiec rzeczy, sens zycia, swojego zycia. Cierpialem naprawde tworzac te obrazy zwierza sie Korczowski. Sa wrazenia poszukiwane, uczucia zagubienia w przestrzeni bez powrotu lub innego powrotu. Sa bóle, których powinno sie doswiadczyc, niezbedne zbladzenia, cierpienia zbawienne. W ten sposób wlasnie planety odeszly do innych galaktyk. Opuscily galaktyke Korczowskiego. Poszly inna droga, w innym kierunku. Czern i szarosc pokryly lub przycmily swietliste kolory, pomarancze i czerwienie. Znaki, trójkaty, krzyze, kola doskonale znikly pochloniete przez spirale roslinne, pokryte liscmi drzewa zycia udreczonego. Oczyszczajacy ogien
calkowicie strawil plótna artysty. Z popiolów odradza sie
swiat, który powoli porzadkuje sie na nowo. Fascynacja zaloba,
odurzenie nostalgia, upojenie melancholia. Miedzy czarnymi jak wegiel
zylami, zwiedlymi kwiatami i powykrzywianymi galeziami pojawia sie, tu
i ówdzie, przejscie dla swiatla z oddali. Nadzieja nie znikla.
Popychany, potracany, nowy porzadek w stadium powstawania ma ochote sie
pojawic. ![]() Muriel Carbonnet Zmyslowosc roslinna tekst przetlumaczony z katalogu wystawy w Galerii Nicole Ferry ,Paris 2002 Natura jest kolyska wznioslosci i uludy artysty Korczowskiego. Jego sztuka jest jak slowo, które stara sie umiescic na swoim plótnie, które jednak ostatecznie zamienia sie w intensywnie kolorowa malarska mase, zlozona z niezliczonej ilosci kwiatów i zmyslowych paczków. W miare zaawansowania pracy Korczowskiego, paczki rozkwitaja, podnosza sie, wiedna... Ale co on chce nam w koncu pokazac, czego bysmy jeszcze nie widzieli? Byc moze artysta mówi nam o czasie, który mija lub o kobietach, które symbolizuja te intensywna zmyslowosc. Wierutna bzdura: te Kwiaty jeszcze niezdarnie zmiete. Przez zimowy zaczatek paczka. Kobiety wygladzaja sie i eksponuja. To jest wiosna. Na plaszczyznie kosmicznej, Bogdan Korczowski nie moze oprzec sie erotyzacji relacji miedzy czasem a przestrzenia, które feminizuje na te okolicznosc, mówiac w zwiazku z nimi o abstrakcyjnych milosciach, ukazujac czas w nieskonczonym poszukiwaniu kwiatu zwyciezcy, unoszacego sie u wlotu do lozyska przestrzennego, przedstawiajac, na koniec, te dwie abstrakcje jako dwa równolegle lustra, odbijajace swoje obrazy w nieskonczonosc, czyniac zupelnie ulotnymi kwiaty milosci ziemskiej! Przyplyw i odplyw,
wdech i wydech... w obrazy Korczowskiego wchodzi sie przez graficzna droge
rodna, która odkrywa sie poprzez laczace sie ogrody... czerwone,
pomaranczowe, zólte... namietne i obfite. Jego paki, on chce nam
je dac dotknac, pomacac. Przebudzenie zmyslów. Zaproszenie do zbierania
srodka splotów roslinnych. Odkrycie zmyslowosci wewnetrznej. Bogdan
Korczowski nas odurza: unosza nas zmysly, gdy próbujemy zglebic
warstwy obrazu, rytmizujace przestrzen zywych kolorów i gwaltownych
szarpniec. W ten sposób, jako pojedynczy widzowie, zgodnie z intensywnoscia
siatkówki oka, powodujemy zmiany w tym ogrodzie Edenu, ozywionym
przez nasze wlasne pragnienia! Spacer inicjujacy...Tam, gdzie jest
tylko lad i piekno. Luksus, spokój, i rozkosz. ![]() Gaëla Le Grand: Fototeka Akt rozproszony tekst z katalogu sezon "Nova Polska 2004" Dzielo jest mozliwe, wrazenie estetyczne uchwytne (chyba, ze chodzi o metafizyke) jedynie poprzez serie i w serii: wizualnej serii fragmentów ciala, uchwyconych masie niewyraznej i nieformalnej calosci cial. Jednakowoz nie ma tutaj mowy o tablicach anatomicznych, cialo, w swojej wybranej czesci, jest przygotowane, ozdobione... Na prózno starano by sie sporzadzic mape wyobrazonego zycia malarza, bogactwo jego wyobrazni zbija nas z tropu. Akt jest przesadzony, szczególy sa podporzadkowane ogólniejszemu pojeciu; Bogdanowi Korczowskiemu nie chodzi juz o znalezienie drogi ucieczki spojrzenia, które uczylo by sie odkrywac cialo, obnazac, lecz stara sie ukazac kolizje fragmentów zycia, mowy, rzeczywistosci. Przezywamy anty-katastrofe lub katastrofe na opak, jesli rzeczywiscie to posuniecie polega na pobudzeniu widzenia. Poniewaz to, co bylo do zobaczenia, juz zostalo obejrzane: obecnosc znanych postaci, osób, spuscizn, sladów, inspiracji, malarstwa, warstwy obrazu, która malarz omija, zeby jej nadac inna forme, fragment ciala. Tam, gdzie, w innych seriach, erotyzm, upadek sa zwierciadlami, okiem puszczonym do wielkiego przywódcy duchowego, dekadenckiego maga polskiego, Witkiewicza. Erotyzm, swiat wyobrazen, szalenstwo. Lub pokazanie pozadania bedacego czyms innym niz pozadanie i otoczenie aktu artysty nimbem mrocznego zagla.
Polaczenie malarstwa z fotografika, w celu stworzenia nowego srodka wyrazu , szybkosc kliszy fotograficznej wdzierajacej sie do wiecznosci malarstwa, pojmowanego jako skóra dziela... Tam, gdzie ciala sa podzielone na czesci, spojrzenia sa równiez podzielone: seria widziana w calosci (instalacja bedaca suma serii róznych inspiracji, róznych cial), poczawszy od pewnej odleglosci, zaciera sens pojedynczego fragmentu... Temu, kto zblizy sie do poszczególnego obrazu, pozostawiajac z boku swiat seryjny interpretowanego dziela, ukazuje sie fragment nagosci, opanowujac cala przestrzen malarska... Dyslokacja Aktu: nie chodzi juz o cialo kobiety, przedmiot kontemplacji i zachwytu, chodzi o kobiete podzielona na czesci, pokawalkowana, w mnogosci swoich kolejnych odslon, ubran, powabów, chwil, nawet swoich nastrojów, póz... Nie ma twarzy, oczu, bóstwo jest zastepowane przez ikone... Bogdan Korczowski ukazuje niemozliwy do pokazania charakter dystansu, spojrzenia i, w konsekwencji, niemoznosc namalowania twarzy, stworzenia portretu. Wlasnie to nalozenie warstw, smiertelnej/niesmiertelnej, rozpoczyna inwersje form, albo raczej podniesienie- profanacja nieczystego ciala bóstwa do statusu ikony: niesmiertelnosc Aktu rozproszonego, wiecznosc ciala wyrezyserowanego. Jestesmy u kresu, w nieokreslonym. To, co pozostaje, to sprzecznosc formy, olsnienie: to, w siatkówce oka, obraz tego, co umiera pod spojrzeniem, tego, co jest ponad doczesnoscia ciala, oczywistoscia pragnienia. Nowe cialo stajace sie skora. Nowe malarstwo stajace sie cialem. Gaëla Le Grand Gazeta Wyborcza (Krakow 18.04.1997)"Zakochany do szalenstwa" Kartony dla K W GALERII Albert KIK. Obrazy Bogdana Korczowskiego Bogdan Korczowski
20 lat temu spotkal Tadeusza Kantora i zakochal Czesc swoich prac
Korczowski prezentuje na wystawie w Galerii Nie tresc jednak
przykuwa spojrzenie w tych pracach, ale ukryta KB Zaszyfrowane
listy - recenzja Moniki Polak MONIKA POLAK Link: Inne teksty (o Korczowskim) Moniki Polak z "Gazety Wyborczej"
Nie nalezy pytac:
"DLACZEGO",nalezy zadawac pytanie: "JAK"... Bogdan Korczowski styczen 2004 ![]() "Opowiadam sam sobie historie w nieznanym jezyku, jezyku utworzonym z kolorow, znakow, sladow, materialow, rysunkow. Jesli ktos zdola odczytac czy odcyfrowac to pismo, to tym lepiej " Malarstwo Bogdana Korczowskiego odkrylam na retrospektywnej wystawie w Instytucie Polskim w Paryzu, w 1998 roku. Urzekly mnie od razu te obrazy : plonace, ekspresyjne o ostrych, rozdzierajacych cieplych kolorach...I tez te blekitne, monochromatyczne, wypelnione owalnymi ksztaltami, wylaniajacymi sie jakby zza wielowarstwowej lekko podniszczonej powierzchni. Zafascynowala mnie dyskretna tajemniczosc tych prac, ukryta pod " krzyczacymi " barwami : planety, slonca, krzyze,gwiazdy, plonace piramidy, swiatynie pokryte dziwnymi, jakby nam znajomymi znakami, ale jednak niemozliwymi do odszyfrowania. Bogdan Korczowski urodzil sie w Krakowie w 1954 roku, z ktorym czuje sie do dzis emocjonalnie zwiazany. W 1978 ukonczyl Krakowska Akademie Sztuk Pieknych, w pracowni profesora Wlodzimierza Kunza. W latach osiemdziesiatych osiedlil sie w Paryzu, w ktorym mieszka do dzisiaj. Tutaj otrzymal dyplom Panstwowej Wyzszej Szkoly Sztuk Plastycznych w pracowni profesora Abrahama Hadada w 1985. W 1988 otrzymal stypendium Fundacji Pollock-Krasner w Nowym Jorku, do ktorego wielokrotnie powracal. W Paryzu zwiazany jest z Galeria Nicole Ferry, w ktorej regularnie wystawia od 1991 roku, a Instytut Polski juz trzy razy zorganizowal jego wystawy indiwidualne. Korczowski mial okolo 60-ciu wystaw indywidualnych w roznych krajach. (USA,Francja,Polska,Wlochy,Szwajcaria.) Mimo ogolnej tendencji sztuki wspolczesnej do eksperymentowania nowych technik, Korczowski pozostaje od poczatku wierny najbardziej tradycyjnej materii : malarstwu olejnemu. Roznokolorowe farby grubo i nieregularnie pokrywaja plotno. Artysta naklada je gwaltownymi, spontanicznymi pociagnieciami, jakby wynikajacymi z impulsow wewnetrznych, potegujacymi wrazenie ekspresji obrazu. Czesto nadmiar uzytej farby splywa po powierzchni obrazu, tworzac pionowe, chaotyczne i nieregularne linie. Te "nieprzewidziane " strugi pogrubiaja jeszcze gesta, zawiesista fakture plocien. Plaszczyzny barwne zyja wlasnym zyciem, faluja, migocza, emanuja wewnetrzna energia. To wlasnie kolor, czesto agresywny, a jednoczesnie subtelny i delikatny, dobrany z niezwykla intuicja, pozostaje glownym zagadnieniem tych obrazow, swiadczac o kolorystycznej wrazliwosci artysty. Paryska krytyczka sztuki Muriel Carbonnet, piszac o malarstwie Korczowskiego, nazywa je " prawdziwym chromatycznym pijanstwem "2 .Jego nastrojotworcze barwy, ich ekspresywnosc i dynamizm, sprawiaja, ze abstrakcyjny koloryzm artysty nabiera wymiaru emocjonalnego. Niektore z jego obrazow, dzieki ciekawym zestawieniom barw i wrazeniu przestrzennosci jakie wywoluja, stwarzaja w nas uczucie bezposredniego kontaktu z natura. Zachlystujemy sie intensywnoscia i roznorodnoscia plaszczyzn kolorystycznych, przymruzamy oczy z nadmiaru emanujacego z obrazow swiatla, czujemy prawie fizycznie cieplo plonacych, goracych pomaranczow i czerwieni. Jego plotna sa zdecydowanie abstrakcyjne, nawet te, pozbawione tytulow, (ktore sugeruja ich interpretacje), moga byc prawidlowo odczytane przez widza. Ich klimat i kolorystyka pozwalaja nam " wtopic sie " w tajemniczy swiat stworzony przez artyste i znow przez chwile stanowic jego nierozlaczna czastke. Czasami Korczowski nadaje swym obrazom tytuly, zreszta bardzo sugestywne i dzialajace na wyobraznie: Historia nieba, Upadek Aniola, Kwiat Wulkanu, Magia, Szaman, Planety, Piramida, Dowod prawdy, Znaki. Zmieniajace sie uklady kolorow, ich relacje wzgledem siebie przemawiaja do nas, rozbrzmiewajac echem starych, czesto tajemniczych cywilizacji : Egiptu ? Mezopotamii ? Izraela ?Polnocnej Afryki ? Korczowski stwarza swoj wlasny swiat, w ktorym mieszaja sie rozne kultury i ich tradycje z zywiolami naturalnymi : ogniem, woda, ziemia, niebem, a wszystko nieustannie porusza sie, kierowane nieznana, wszechobecna sila : owalne masy kosmiczne przesuwaja sie ciezko, litery nieznanych alfabetow wylaniajacych sie z przeszlosci tancza, planety kreca sie wokol wlasnej osi… W tym stworzonym przez siebie swiecie, artysta odwoluje sie do archetypow kulturowych, do dawnych systemow pismienniczych. Nagromadzone konstelacje znakow czesto nie calkiem zrozumialych, umozliwiaja naszej wyobrazni podroz w dalekie, obce, a zarazem dziwnie znajome obszary. Sypkie, jakby przypadkowo rozrzucone uklady rysunku nasuwaja porownanie z pisaniem patykiem na plazy ; istotnie Korczowski czuje sie jak szaman kreslacy znaki na piasku, ktorego dziela wymazuje natura ; i dla niego najwazniejszy jest moment tworzenia…On sam maluje dla siebie, jest to jego sposob odkrywania siebie, komunikacji ze soba samym, w ktorej wrazliwy odbiorca moze uczestniczyc. " Malarz to ktos, kto wyraza ulamki rzeczywistosci, jakie przechodza mu przez mysl. I nie chodzi tu o ilustracje rzeczywistosci : wielu artystow ilustruje terazniejszosc, przeszlosc lub przyszlosc. Jestem czarownikiem mych mysli… W malarstwie otaczaja mnie moje wlasne znaki. " Korczowski w poszukiwaniu inspiracji przemierza kule ziemska. Fascynuje go kultura srodziemnomorska,mistyka roznych wykopalisk, mentalnosc Indian z Ameryki Polnocnej, szamanizm, Newada, Arizona, pustynie i lancuchy gorskie. Niezwykle wrazliwy na kolory otaczajacej go natury, zmieniajace sie pod wplywem swiatla, stwierdza : " Pragne swiatla, zawsze roznego, zmieniajacego sie, ktore nigdy nie bedzie jednakie. To wlasnie dlatego jestem zafascynowany miejscami na pustyniach na drugim koncu swiata, gdzie znajduje elementy potrzebne mojej sztuce. Polyskowi bieli moze sie tylko rownac w Deatch Valley cisza, ktora ja otacza. Blekit nieba na poludniu jest tam prawie czarny, taki, ze mozna tam zobaczyc gwiazdy. Mozna by pomyslec, ze sie powrocilo do dnia Stworzenia Swiata. "Czesto na powierzchni tych swietlistych obrazow pojawiaja sie fragmentaryczne, delikatne przyczernienia, majace swiadomie prowokowac wrazenie przyspieszonego starzenia sie dziel. Moze w ten sposob artysta ulatwia nam podroz do przeszlosci, do odleglych ciwilizacji ? A moze dzieki temu obrazy te jako swiadectwo przeszlosci zyskuja na wiarygodnosci ? Korczowskiego bowiem fascynuje kwestia czasu, przemijania i relatywnosc rozumienia go. I tu powracamy do fascynacji artysty kultura Indian, o ktorej tak chetnie sam opowiada : narod ten postrzega czas w diametralnie inny od nas sposob ; jest on dla nich wartoscia stala, wiecznoscia. Uplyw czasu jako taki nie istnieje i czasami zmuszeni do zycia w zamknieciu odbieraja sobie zycie, majac inna swiadomosc przemijania. Spojrzmy na obraz z serii Piramidy zatytulowany Wieza Babel. Nasz wzrok przyciaga niezwykle barwna wrazliwosc powierzchni, pokryta ledwie widocznymi znakami, jak nieznanym " pismem ", czesciowo zatartym przez czas. Plotno wypelnia duzy ksztalt na podobienstwo trojkata, pnacy sie ostro ku gorze, ku plonacemu, krwistemu niebu. Uderza przeciazenie dolnej partii obrazu ekspresja srodkow malarskich : trzy zroznicowane kolorem szpiczaste formy, ustawione jedna kolo drugiej, kieruja nasze spojrzenie na gorna czesc kompozycji. Plotno dominuje struktura wertykalna. Calosc utrzymana jest w ciezkich czerwieniach, brazach i gdzie niegdzie przeswitujacych niesmialo zolciach i zgaszonych pomaranczach. Christian Forestier, paryski krytyk i marszand malarza pisze o nim : " Jest Kozakiem, krwiozerczym Tatarem, ktory sam pokluty jak rzeszoto, wykrwawia swoje puszki i tuby oleju na plotna sluzace mu do jego spontanicznych obrzedow. "5 Wirtuozeria kolorystyczna Korczowskiego pozwala mu na stosowanie zarowno ostrych, krzyczacych zestawien barwnych, jak i wykorzystanie do maksimum jednej tonacji ; sprawia tez, ze kolory mienia sie wlasnym swiatlem, zyja wlasnym zyciem, niezaleznie od ograniczajacej je formy , bo jednak jest to malarstwo pogodne, powiedzialabym nawet radosne, pelne optymizmu, emanujace nieokielznana ciekawoscia artysty do otaczajacego go swiata. Pomimo wieloletniego pobytu za granica, Korczowski czuje sie zwiazany emocjonalnie z Polska, a wlasciwie szczegolnie ze swoim rodzinnym miastem Krakowem. " Jestem na wycieczce artystycznej,nigdy nie opuscilem Krakowa ", oswiadcza w rozmowie jaka prowadzimy w jego uroczej, wypelnionej slonecznym swiatlem pracowni, z ktorej rozciaga sie widok na dachy Paryza. Na serii obrazow namalowanych na kartonach pojawia sie litera " K " oznaczajaca miedzy innymi Krakow, miasto, ktore tak wiele znaczy dla artysty, ze swoja szczegolna, troche dekadencka atmosfera artystyczna, ze swymi teatrami, jazzem i malutkimi kawiarenkami, w ktorych dyskutuje sie do rana. " Urodzilem sie w srodkowej Europie, pochodze z malego kontynentu wielu kultur " stwierdza Korczowski ŕ propos swojego miasta, od wiekow kosmopolitycznego, przesiaknietego tradycja. Ucielesnieniem tej specyficznej, krakowskiej atmosfery jest dla malarza jego mistrz duchowy Tadeusz Kantor, ktory pomimo licznych sukcesow na swiecie, nigdy swego miasta nie porzucil : " Jestem urzeczony jego sztuka, poniewaz pamiec i przeszlosc byly dwoma obsesyjnymi wymiarami w jego pracy ". Kantorowi poswiecil Korczowski serie swoich dziel, zatytulowa :" Kartonteka" , wykonanych w latach dziewiedziesiatych. Tektury te pokrywa nakladana grubymi warstwami olejna farba, ktora, tak jak na plotnach, splywa szerokimi " strumieniami ", dajac wrazenie pewnej zamierzonej przez malarza przypadkowosci. Gdy obrazy oglada sie z bliska, ich powierzchnia wyglada jak skorupa usiana wulkanicznymi kraterami. Gdzieniegdzie, fragmentami, wylania sie spod farby nagi, surowy, brazowawy karton, czesto zagiety, lub przedziurawiony, co mimowolnie poteguje ekspresje kompozycji. Sporadycznie na powierzchni obrazow pojawiaja sie elementy trojwymiarowe, np. papierowe stateczki, tworzac rodzaj collage'u, ulubionej techniki Kantora. Te dziesiatki kartonow wystawione razem sa kontrastowe, a czesto zaskakujace zestawienia rozbijaja jednosc kompozycji tego swoistego "muru"prac. Katalog wystawy tej instalacji rozpoczyna poetycki list Bogdana Korczowskiego do Kantora, ktory jest rodzajem holdu zlozonego artyscie po smierci w 1990 roku: " Stal sie Pan idea nosiciela Milosci w Krolestwie smierci, zwanym Pamiecia. Ktos powiedzial, ze niewazne, czy Pan zyje, czy nie i tak nalezy Pan do Przeszlosci. " Rafal Solewski, krytyk z Krakowa, umiejscawia artyste " pomiedzy " (tytul artykulu w Dekadzie Literackiej) dwiema kulturami : polska, przesiaknieta charakterystycznymi dla niej, uwarunkowanymi historycznie symbolami emocjonalnymi, i zachodnia, bardziej formalna, a przede wszystkim konceptualna : " Wspolczesny czlowiek zachodu szuka przede wszystkim estetycznych wrazen.Dostrzega mianowicie kompozycje obrazu, gre linii i plam, stopniowe przemiany lub kontrasty kolorow. Tymczasem Polacy wciaz chca wyjasniac znaczenie symboli, odczytywac tresci zakamuflowane, jakby wciaz przed kims ukryte, adresowane nie tyle do zmyslow, co do umyslu i uczuc.(…) Korczowski uswiadamia roznice , ktora wciaz istnieje pomiedzy swiatem symboli, a kraina estetycznych doznan. " On sam nazywa swoje malarstwo abstrakcjonizmem symbolicznym i emocjonalnym. O atrakcyjnosci obrazow Korczowskiego stanowi szalone, nieokielznane bogactwo form. Jego sztuka nie pozostawia nikogo obojetnym, przyciaga wzrok jak magnes, hipnotyzuje, zaprasza do podrozy w krolestwo kolorow i tajemniczych znakow, do fascynujacej drogi w nieznane. Zakoncze ten artykul wypowiedzia Tadeusza Kantora, mistrza duchowego Korczowskiego : " Sztuka dzisiejsza, jak zycie, wciagnieta jest w sens, ktorego nigdy do konca nie znamy. Obserwujemy jego ruch, ktorym do pewnego stopnia mozemy racjonalnie kierowac. Ten ruch, dzialanie, sztuka dzisiejsza stara sie - nie zapisac - stara sie byc jego wynikiem. Tu juz nie ma mowy o jakiejkolwiek imitacji, imitacji przedmiotu czy imitacji wyimaginowanej rzeczywistosci. Obraz staje sie sama tworczoscia i manifestacja zycia, jego przedluzeniem. " Kasia Halas
Marianne Boiléve Bogdan Korczowski nie maluje obrazów, tworzy swoista kosmogonie. Jego plótna to planety, gorace lub zimne, utworzone z krwi, ognia, popiolów. Wszystkie emanuja tajemnica, zagadka, która ów artysta-szaman stara sie rozszyfrowac dla swych wspólczesnych.Calosc jego dziela opiewa to, co zdaje sie mozliwe, jest hymnem na czesc zycia, urywa glowe hydrze bólu. Korczowski pracuje nad swymi plótnami tak, jakby uprawial jalowa role, zaglebia sie bez przerwy w poklady pamieci i wydobywa z niej to, co istotne. Wychodzac z ograniczonej skali barw, igra z przezroczystoscia i jej przeciwienstwem, z zarem kolorów, wstrzasa stopniami nasycenia i tak udaje mu sie obdarzac swe obrazy zdumiewajaca sila witalna. - Niektóre z twoich obrazów przypominaja ciala niebieskie. Skad to zainteresowanie kosmosem? Wiekszosc obrazów tej serii zawiera ksztalty spiczaste, piramidy,gwiazdy… Natomiast w moich pracach na papierze wiele jest ksztaltów owalnych. Ale wszedzie jest tam jakis skrawek nieba. Mam swoista obsesje spiczastych form, jak równiez gór siegajacych nieba, chmur, rownoczesnie pociaga mnie tez blekit nieba ze sloncem lub niebo nocne z gwiazdami. Ogólnie mówiac, wszystko jest spiczaste na niebie, a zaokraglone we wszechswiecie, bo wszechswiat sam w sobie jest okragly. Nawet w najglebszych sondazach wszechswiata, stawiajac pytania "gdzie jest jego koniec", dochodzimy do wniosku, ze wszystko " kolem sie toczy ". Wszechswiat jest prawdopodobnie kula. Przeszlosc, terazniejszosc, przyszlosc istnieja w tym samym czasie. Kurt Vonnegut, jeden z najwiekszych wspólczesnych pisarzy amerykanskich, powiedzial kiedys o malarstwie: "wystarczy zobaczyc milion obrazów, by juz nigdy sie nie pomylic". Tak, to prawda,ale najpierw trzeba zobaczyc ten milion obrazów ! Powiedzial tez cos nadzwyczajnego o czasie. Dla niego czas jest czyms bardzo stalym, czyms jak góry.Patrzymy na taki lancuch górski i to jest "czas", ale nasza wlasna percepcja "czasu" jest bardzo ograniczona,to znaczy jesli spojrzymy na ten sam lancuch gór poprzez pudlo z kartonu umieszczone na glowie z dwiema dziurkami dla oczu, zobaczymy tylko skrawek tych samych gór. Czas jednak jest staly. Totez w obrazach staram sie pokazac te stalosc i trwalosc czasu. Widac na nich przemijanie czasu, choc równoczesnie czas jest w nich ustalony.... Jest zapisany. - W jaki sposób? Najistotniejszy moment twórczosci - moze on trwac nieraz kilka sekund, minut lub godzin - jest w istocie uwieczniony, poniewaz zostal utrwalony w plamie, ksztalcie, w naturalnym przesunieciu materii, w cieniu. Równoczesnie, w cyklach moich obrazów wiele jest przyczernien. Nawet w najswiezszych obrazach staram sie stworzyc wrazenie przedwczesnego starzenia sie. Niewazne jest, czy obraz liczy trzy dni czy dwadziescia lat. Za to nalezy zawsze w nim odczuc ukryty gdzies czas. W takiej chwili, odnajdujemy nasze miejsce w zyciu, gdzie los kazal nam sie u rodzic i zyc w zgodzie z pewnymi prostymi lub spiczastymi liniami wszechswiata. To wlasnie mnie fascynuje. Czas, który przemija, który nas otacza, to doprawdy cos niezwyklego. Zachodzace slonce to wspanialy widok.... Ale za chwile juz go nie ma. Ja jednak uchwycilem ten moment. - Twierdzisz, ze masz niemal obsesyjna pamiec rzeczy. I rzeczywiscie pamiec stale wpisuje sie w twoje obrazy. Mówisz, ze chcesz utrwalac czas, ale czy nie chcesz równoczesnie utrwalac pamieci? I znaki, jakie wystepuja na twych obrazach, czy nie staja sie one w równym stopniu metaforami tej pamieci? Wszystkich nas otaczaja znaki. Malarstwo jest jedyna absolutna wartoscia w estetyce widzenia. Znaki istnieja we wszystkich obrazach od zawsze, poczynajac od rysunków naskalnych pierwotnego czlowieka w glebi grot.Malarstwo to ciagle ta sama historia. Malarz to ktos, kto wyraza ulamki rzeczywistosci, jakie przechodza mu przez mysl. I nie chodzi tu tylko o ilustracje rzeczywistosci: wielu artystów ilustruje terazniejszosc, przeszlosc lub przyszlosc, ale na ogól twórczosc malarska ma w sobie cos z szamanizmu. Jestem jakby czarownikiem moich mysli. W moim malarstwie otaczaja mnie moje wlasne znaki. Oczywiscie znaki te zwiazane sa z nasza kultura. Urodzilem sie w srodkowej Europie, pochodze z malego kontynentu wielu kultur.Na przyklad:krzyze i gwiazdy Davida sa to znaki z naszych kultur. Jesli chodzi o mnie, to wolno mi uzywac wszelkich znaków ..... - A jednak wewnatrz obrazów istnieje obiektywna konstrukcja czegos stalego. Twe prace obejmuja okresy, wystepuja w seriach, a mimo to kazdy obraz zawiera pewne oddzielne znaki, takie jak hieroglify, planety, wyciskanie z tubki.Wszystkie one sa znakami tworzacymi razem równowage twego malarstwa, cos subiektywnego, co umieszczasz na plótnach ze staloscia obsesji... Oczywiscie, ze tak. W tym jest obsesja i subiektywizm, poniewaz to wychodzi ze mnie. W swej pracy nie jestem wykonawca zamówien. Tworze dzielo calkowicie wlasne, bardzo subiektywne. Prowadze dialog z samym soba, moja sprawa jest zatem komunikowanie sie z soba. To komunikowanie sie jest bardzo abstrakcyjne. Otacza mnie swiat wewnetrzny, który niejednokrotnie pozostaje w oderwaniu od rzeczywistosci. Stad powtórzenia, poniewaz to mój mózg i moja reka "pisza" owe kolory. Pismo tego rodzaju jawi mi sie jako rodzaj monologu. Opowiadam sam sobie historie w nieznanym jezyku, jezyku utworzonym z kolorów, znaków, sladów, materialów, rysunków. Jesli ktos zdola odczytac czy odcyfrowac to pismo, to tym lepiej! - Twoje atelier zawalone jest obrazami, nieraz pracujesz równoczesnie nad kilkoma plótnami. Chcialabym, bys nam powiedzial, jak wyglada twa praca. Gdy pracujesz równoczesnie nad kilkoma plótnami, odnosi sie wrazenie, ze spelniasz jakies pilne zadanie, tak jakbys obawial sie, ze nie starczy ci czasu powiedziec wszystkiego... Istnieje pilnosc absolutna, poniewaz kazdy musi umrzec. Czlowiek jest jedyna istota, która wie, ze musi umrzec. Pragnalbym, by mój ostatni obraz pojawil sie jak najpózniej,nie mam czasu do stracenia. Równoczesnie jednak jestem bardzo leniwy. I ciagle robie duzo rzeczy, by przekonac samego siebie, ze leniwy nie jestem. Nieraz obracam na wszystkie strony sam pomysl jakiegos obrazu lub malarskiej opowiesci tak, ze az pekam, i to w takiej chwili rzucam sie do pracy z szalem i energia. Nie potrafie powiedziec, czy obraz, który zaczynam w czerwieni, skonczy sie w czerwieni. Moze skonczy sie w blekicie. Na ogól jednak potrafie panowac nad obrazem do samego konca. Sam obraz narzuca mi pewna dyscypline, ma swe wymagania. Pomiedzy plótnem, pedzlami, farbami i mna samym powstaje dialog wyrazajacy sie w gestach, ruchach, w kilku wymiarach równoczesnie. To nie jest zwyczajnie to cos, co sie dzieje miedzy mózgiem, reka, pedzlem i farbami. Jest jeszcze czwarty, piaty szczególny wymiar, który mozna okreslic jako przypadek, magia. Moje cale zycie jest podróza. Gdy mialem 15 lat, odkrylem w sobie powolanie do malarstwa. Wówczas to wyobrazalem sobie malarza jako wiecznego podróznika. Ciekaw bylem swiata wokól mnie. Nie potrafie zyc bez podrózy, z góry mysle o kazdej z nich. Ciekawosc podrózy pobudza mnie. I wlasnie to podrózowanie zwiazane jest we mnie z pamiecia. Cale zycie codzienne tez jest pamiecia. Gdy podrózujemy, jednak czynimy wszystko inaczej. Musimy przyswoic sobie odmienny rytm. I w takich chwilach równiez nasza percepcja staje sie rózna. - Twoje obrazy, skladajac sie z plótna i farby, sa zarazem zbudowane z materii, która nazywa sie pamiecia. Tak, to materia plastyczna. Nie mówie tu o manipulacji, to zupelnie inna sprawa. Pamiec wybucha w pewnych wspomnieniach. Wzruszyly mnie zdjecia przeslane z satelity, które ukazywaly chmury i burze na naszej planecie. Widac bylo cyklon. Dla mnie bylo to twórcze odkrycie, cos jak odkrycie Galileusza obecnosci gór na Ksiezycu. Oczywiscie, wszystko to istnialo na dlugo przed Galileuszem, i na dlugo przede mna. Tak to docieram do pewnego momentu, gdzie moja obecnosc w nim jest w pewnym sensie tragiczna, poniewaz nie ma ona zadnego znaczenia.... - Kilka z tych cykli stanowi hold wobec innych, mianowicie wobec Tadeusza Kantora, Galileusza.. Moim mistrzem duchowym jest rzeczywiscie Tadeusz Kantor. Pokazal mi jak trzeba postepowac, by byc artysta. Bylem urzeczony jego sztuka, poniewaz pamiec i przeszlosc byly dwoma obsesyjnymi wymiarami w jego pracy. Dla niego zycie to rodzaj smietnika. Otóz w tym smietniku skrywa sie skarb ludzkosci. Jesli chodzi o Galileusza to byl on magikiem, który przemienil sie w wielkiego uczonego. Uczynil wszechswiat mniej swietym przez to, ze odkryl góry, pyl i kamienie na ksiezycu. W ten sposób przywrócil Ksiezyc reszcie wszechswiata. Pokazal, ze nasz Ksiezyc nie rózni sie tak bardzo od naszej Ziemi, ze podobny jest do wielu innych wokól naszego wszechswiata.... W jakich stosunkach pozostajesz obecnie z Polska, a szczególnie z Krakowem? Po wielu latach nieobecnosci odnosze wrazenie, ze nigdy nie wyjechalem z Krakowa. I to dzieki tej pamieci, towarzyszacej mi w podrózach, ciagle pozostaje na ulicach Krakowa. W tym wyraza sie dobra strona naszej przeszlosci. Miejsce urodzenia pozostaje dla nas bardzo wazne. Staje sie ono bodzcem w zyciu. Mialem szczescie odbyc swa pierwsza edukacje artystyczna w krakowskiej ASP. A poza tym to miasto jest bardzo sródziemnomorskie, jedyne w Polsce. W ciagu wieków Kraków pozostawal miastem kosmopolitycznym, wielo-kulturowym. I to jedno z niewielu z miast w Europie srodkowej, które tak silnie i gleboko zachowalo slady swej przeszlosci. Podróz do Krakowa to jak podróz do Wenecji czy Florencji, chodzac po ulicach zaglebiamy sie w przeszlosc. Gdziekolwiek spacerowalem na swiecie, zawsze mialem wrazenie, ze przechadzam sie po ulicach Krakowa. Lubie ten lancuch laczacy rzeczy, kazde miejsce jest ogniwem w tym lancuchu. I wydaje mi sie, ze moja obsesja na punkcie materii tez bierze sie z tego, ze urodzilem sie w Krakowie. Urodzilem sie w murach miasta, które czci swe korzenie, w resztkach swej przeszlosci. - Duzo mówisz o przeszlosci, a malo o przyszlosci... Jak powiedzial Hrabal "What will be must be". Przyszlosc nadejdzie sama, nieuchronnie. Jedynie pracujac w terazniejszosci i baczac na nasza przeszlosc mozna tworzyc i kontrolowac przyszlosc w sposób pozytywny. - Jestes fatalista? Realista. Ogarnia mnie przerazenie, gdy mysle o tym wszystkim, co ludzie robia, by zniszczyc przyszlosc ludzkosci. Marianne Boiléve
|